Co nowego w serwisie "Wołyń naszych przodków..."
(serwis istnieje od 2002 roku; poniżej przedstawiamy materiały opublikowane od stycznia 2012 roku)

  • Pełna lista artykułów dostępnych w serwisie

  • Pełna lista wspomnień

  • Baza książek o wydarzeniach na Kresach (ponad 600 pozycji!)

  • Książki o życiu na Kresach (wydane przed 1939 r.) - pełne teksty

  • Książki o wydarzeniach na Kresach przed i w okresie II w.ś. - pełne teksty


    Grudzień 2016

  • Krzesimir Dębski: Spojrzałem w oczy mordercy moich dziadków - Janusz Schwertner ("Wcześniej wszyscy żyli w zgodzie. Dzieci razem się bawiły i razem dorastały. Dopiero później zaczęło się to całe zło. Ojciec opowiadał historię kolegi Ukraińca, który pod wpływem ideologii Bandery bestialsko zamordował polską żonę i dzieci. W ten sposób chciał udowodnić, że nie jest rasowym zdrajcą... Krzesimir Dębski opisał historię swojej rodziny w książce "Nic nie jest w porządku". Dziadkowie polskiego kompozytora zginęli w Wołyniu, a rodzice cudem uniknęli śmierci. Dziś sam przyznaje, że wyrósł i żyje w traumie tamtych wydarzeń...")
  • Listopad 2016

  • Wspomnienia nie tylko z Wołynia (curriculum vitae) - Bolesław Szpryngiel ("Ciekawość moich córek i wnuków, którzy przy każdej nadarzającej się okazji, zwłaszcza podczas rodzinnych spotkań (wypytywali mnie o różne zdarzenia z mojego życia), a także namowy mojej kochanej małżonki Ireny przełamały wreszcie moje lenistwo i skłoniły do spisania okruchów wspomnień. Drugą przyczyną sięgnięcia po długopis, była chęć pozostawienia po sobie jakiegoś zapisanego śladu dla potomnych. Być bowiem może, że któreś z moich wnuków lub prawnuków czy innych bliskich krewnych zainteresuje się swoimi przodkami, będzie szukać swoich korzeni...")
  • Inna historia rzezi wołyńskiej - Witold Szabłowski ("- W tej historii, jeżeli ginie Polak, to zazwyczaj ginie z rąk Ukraińca. Jeżeli ginie Ukrainiec, to też zazwyczaj ginie z rąk Ukraińca. Nieopowiedziana również na Ukrainie historia roku 1943 jest taka, że ok. 40 tysięcy Ukraińców zginęło z rąk UPA - głównie za to, że nie chcieli im pomagać. Ci ludzie również ginęli w męczarniach. A ja od tego wszystkiego nie uciekam. Nie piszę przecież, że nastąpiła jakaś inwazja kosmitów, którzy wyrżnęli Polaków siekierami - mówi reporter Witold Szabłowski w drugiej części rozmowy z Grzegorzem Wysockim (WP Opinie). Autor "Sprawiedliwych zdrajców" opowiada o Ukraińcach, którzy ratowali Polaków, uchwale polskiego Sejmu o wołyńskim ludobójstwie i relacjach polsko-ukraińskich... (...) - No tak, bo to jest taki mój osobisty wkurw na tę sytuację. Jak sobie pomyślę, że czeski pastor Jan Jelinek nie ma żadnej ulicy w Polsce... Jak sobie pomyślę, że Petro Parfeniuk, który uratował kilkadziesiąt osób, i któremu za to zastrzelili brata, bratową, rodziców, również nic nie ma...")
  • Wołyń w 1943 roku to było piekło. Ale to ludzie, a nie narody, robią ludobójstwo - Witold Szabłowski ("- Nie można nikogo winić za to, że nie ratował Polaków, bo za to była kula w łeb. Gorzej - kula w łeb to był luksus. Ginęło się od orczyka, od motyki, od wideł, od siekiery, ginęło się z obciętymi rękami... Ukraińcy mieli prawo nie lubić Polaków i mieli prawo mieć do nich sto tysięcy pretensji za różne rzeczy, ale absolutnie nie pojmuję niezwykłego, bezmyślnego okrucieństwa tej zbrodni. Na Wołyniu nie było wieku, który ratował. Niemowlęta szły pod nóż. Wszyscy. Bez różnicy - mówi reporter Witold Szabłowski w rozmowie z Grzegorzem Wysockim.")
  • Październik 2016

  • Cichociemny Władysław Kochański, bohater Wołynia - Wojciech Königsberg ("16 listopada 1943 roku akowski oddział partyzancki pod dowództwem cichociemnego kpt. Władysława Kochańskiego "Bomby", przy wsparciu oddziału partyzantki sowieckiej, rozbił liczące ponad tysiąc ludzi zgrupowanie oddziałów UPA koło miejscowości Huta Stara na Wołyniu. Miesiąc później "Bomba" został pojmany przez Sowietów, wywieziony do Moskwy i skazany na dwadzieścia pięć lat ciężkich robót...")
  • Dopóki żyję... - Jakub Nowykiw-Krzemiński ("... miarka się przebrała. Niech się pan gotuje na najgorsze, książę." To był kolejny taki list. Od jakiegoś czasu książę Roman dostawał je bardzo często. Zwłaszcza po przewrocie lutowym w Petersburgu, czyli obecnym Piotrogrodzie. Tym razem jednak groźby wyglądały poważnie. I co? Grozić śmiercią - komu? Czy przelęknie się śmierci ten, kto z nią już od dawna zaprzyjaźniony? Kto ma dziś ponad osiemdziesiąt lat, a przy tym jest taki jak on, książę Roman. Jaka głupota. A przecież wcześniej uważał autorów tych pogróżek za rozumnych. Jak najbardziej... Oraz za największych zbrodniarzy. Zbrodniarzy niewątpliwie, ale rozumnych. Najwidoczniej z czasem zgłupieli. On był gotów na spotkanie śmierci. I to od dawna. Jeszcze jak gotów. Już będąc w gwardii carskiej mógł, na przykład, sto razy spaść z konia, przetrącić kark. Ileż było takich sytuacji, również w czasach pokoju. Gorzej niż umrzeć to zostać sparaliżowanym, kompletnie, jak jego kolega i przyjaciel, kapitan Paweł Lipski. A nie został. Jego czas bowiem jeszcze nie nadszedł. Czyli co, teraz nadszedł. Kapitan Lipski spadł z konia na ćwiczeniach, złamał szyję i został sparaliżowany mając 28 lat. Zmarł po niecałym roku. A on, książę Roman? 85 lat. Bogu dzięki...")
  • Książę Roman Sanguszko - Jerzy Reuter ("Gdy na pałacowym tarasie pojawiła się postać starego księcia, tłum zbuntowanych żołnierzy zawył z radości. Starzec stał z dumnie uniesioną głową, próbując przemówić do swoich oprawców. Miał jeszcze nikłą nadzieję na jakiekolwiek pojednanie. Wokół pałacu leżały w zupełnym bezładzie połamane meble, książki, mnóstwo dokumentów, rozdeptane rodowe portrety i wyłamane okna. Być może miał nadzieję, że mieszkańcy Sławuty, którym tak wiele dobrego uczynił, staną w jego obronie...")
  • Wrzesień 2016

  • Nie zapomnij o Kresach... - Jarosław Kosiaty ("Siedemdziesiąt trzy lata temu, w niedzielę 11 lipca 1943 roku, Ukraińcy związani z OUN-UPA zaatakowali blisko sto polskich miejscowości na Wołyniu (głównie w powiatach włodzimierskim i horochowskim). Napastnicy wykorzystali fakt gromadzenia się mieszkańców wsi w kościołach na niedzielnej mszy świętej. Łącznie w trakcie ludobójstwa na Kresach z rąk ukraińskich nacjonalistów zginęło zamordowanych w okrutny sposób ponad 100 tys. naszych rodaków, w tym wiele kobiet i dzieci... Historyk , sekretarz generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa - Andrzej Przewoźnik (1963-2010) napisał kiedyś: "Nie zabliźniły się do końca rany w ludzkich sercach, a pamięć tych, którzy przeżyli "czerwone noce" na Wołyniu i Podolu, przywołuje obrazy grozy i śmierci, słuch - krzyki mordowanych. Dodatkową udręką ocalałych jest świadomość, że ciała najbliższych osób, pozostawione często bez chrześcijańskiego pochówku w panicznej ucieczce przed mordercami, spoczywają do dziś w setkach bezimiennych mogił, poza cmentarzami, bez krzyża. Ten zastarzały ból odzywa się ze szczególną siłą u kresu życia dawnych Zabużan. Nie wypełniwszy obowiązku pogrzebania szczątków bliskich, przekazują go jako swój testament wnukom i prawnukom. Jeżeli trudno jest nam dziś zrozumieć to uporczywe grzebanie się w przeszłości, spróbujmy postawić się na ich miejscu i pomyśleć, że to nasze matki, ojcowie, bracia i siostry zginęli straszną śmiercią i to ich szczątki, pospiesznie zakopane, ziemia wyrzuca gdzieś daleko z płytkich mogił...")
  • Zemsta na UPA - Michał Wołłejko ("Ukraińscy nacjonaliści bestialsko spacyfikowali polską miejscowość. 17 kwietnia 1945 r. uderzyli na wieś Wiązownica w powiecie jarosławskim w dawnym województwie lwowskim. W masakrze zginęło co najmniej 76 osób, a około 150 gospodarstw spłonęło. Dzień później oddziały podziemia narodowego dokonały odwetu w zamieszkanej w większości przez Ukraińców wiosce Piskorowice. Śmierć poniosło tam około 100 ludzi. Te dwa tragiczne i wciąż nieznane szeroko wydarzenia stanowiły kulminację krwawych starć ukraińsko-polskich i rzezi w centralnej części ziemi lwowskiej w ostatnich dniach wojny.")
  • Kult Stepana Bandery uniemożliwia demokratyzację i destabilizuje Ukrainę - Grzegorz Rossoliński-Liebe, Stefan Korinth (Historyk Grzegorz Rossoliński-Liebe rozmawia w wywiadzie dla NachDenkSeiten ze Stefanem Korinthem o przyczynach historycznych, powodujących obecne nieporozumienia pomiędzy Polską a Ukrainą, o znaczeniu kultu wodza ukraińskich nacjonalistów Stepana Bandery dla obecnej polityki oraz o "martwym polu" niemieckich badaczy Holokaustu. Rossoliński-Liebe jest badaczem i wykładowcą w Friedrich Meinecke Instytut na Wolnym Uniwersytecie w Berlinie oraz autorem pierwszej naukowej biografii Stepana Bandery, w której dogłębnie przeanalizował kult wodza ukraińskich nacjonalistów także po jego śmierci (Stepan Bandera: "The Life and Afterlife of a Ukrainian Nationalist: Fascism, Genocide, and Cult" - wydanej po angielsku w grudniu 2014 r.")
  • Pamięć wybiórcza - Lucyna Kulińska ("Jak reagować na obwinienie Polaków o to straszne ludobójstwo? Proste - nie przyjmować, nie rozmawiać, nie sponsorować, w ogóle nie kontaktować się z naukowcami, przedstawicielami partii i ugrupowań, samorządów ukraińskich czy jakichkolwiek innych, którzy kłamią czy negują oczywiste fakty dotyczące ludobójstwa Polaków. Rozpocząć na uczelniach poważne programy badawcze związane z ludobójstwem Polaków na Kresach - tyle jest wydziałów historii, katedr - prawdy zakłamać się do końca nie da, ale można ją zamilczać w nieskończoność... Należy zastanowić się, czy apologeci nacjonalizmu ukraińskiego, ludzie zaprzeczający rzezi wołyńsko-małopolskiej, jawni wrogowie polskości - a jest ich, nawet ze stopniami profesorskimi, w Polsce wielu - powinni w ogóle pracować na polskich uczelniach i kłamliwymi pracami zdobywać stopnie naukowe.")
  • Wzajemne krzywdy i zasługi - Rafał Ziemkiewicz ("Tak jak poprzednia władza miała swojego historycznego świra, którego nazwano "pedagogiką wstydu", tak obecna ma dopieszczanie Ukrainy. W sumie nie wiem, co gorsze. Bajka o "polskich winach" budowała parszywe propagandowe stereotypy, na przykład o aktywnej, czy wręcz sprawczej roli Polaków w Holokauście, wybielając Niemców, obsadzonych tylko w roli fotografów. Bajka o wzajemności krzywd polsko-ukraińskich zdejmuje z kolei odpowiedzialność ze zbrodniarzy z OUN i organizacji pokrewnych. Obie są równie politycznie poprawne...")
  • Sierpień 2016

  • Zapomniana rewolucja 17 września - Piotr Zychowicz ("Inwazja sowiecka oznaczała koniec świata polskich ziemian. Tę grupę społeczną najeźdźca postanowił zniszczyć. "17 września 1939 r. wypadł w niedzielę. Jak co tydzień zgromadziliśmy się w położonej przy zamku kaplicy. W pewnym momencie po dachu zagrzechotały kule. Wskoczyliśmy pod ławki, kaplica została ostrzelana przez samolot, który przyleciał ze Wschodu. W ten sposób dowiedzieliśmy się, że Związek Sowiecki zadał Polsce cios w plecy" - opowiada Jan Dowgiałło. Jego rodzina mieszkała w zamku w Nowomalinie na Wołyniu. 12 km od Ostroga, 5 km od granicy ze Związkiem Sowieckim...")
  • Działalność terrorystycznych ukraińskich organizacji nacjonalistycznych w Polsce w okresie międzywojennym - Lucyna Kulińska ("Działalność terrorystyczną w II Rzeczypospolitej prowadziły przede wszystkim dwie nielegalne organizacje ukraińskie: Ukraińska Wojskowa Organizacja i Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów. Nie były to jedyne ugrupowania realizujące dywersję i sabotaż na polskim terytorium w latach 1918-1939. Robiły to również organizacje o proweniencji komunistycznej (w tym także ukraińskie), szczególnie w latach dwudziestych. Źródeł nacjonalistycznego ukraińskiego ruchu terrorystycznego szukać należy w wydarzeniach przełomowego okresu wielkiej wojny: walkach polsko-ukraińskich i polsko-bolszewickich w latach 1919-1920. Mimo mylących sformułowań zawartych w pismach pro-banderowskich, istotą powołania i działalności tych organizacji były wystąpienia antypolskie. Polem ich działań była przede wszystkim Małopolska Wschodnia, finansowo i logistycznie wspomagali ich wrodzy Polsce sąsiedzi: Niemcy, Litwini, Rosjanie, a w pewnych okresach także Czesi.")
  • Lipiec 2016 (73. rocznica ludobójstwa Polaków na Wołyniu przez UPA)

  • Rzeź zaczęła się o trzeciej rano. "Uciekajcie, mordują!" - Marek A. Koprowski ("W lipcu 1943 roku w wielu miejscowościach powiatu włodzimierskiego, kowelskiego i horochowskiego rozległ się krzyk: "Uciekajcie, mordują!". Doszło na ich terenie do nieludzkich rzezi i zniszczenia. Ludność polska ginęła mordowana przy pomocy siekier, wideł, kos i młotków. Akcja ta była znakomicie przygotowana i zaplanowana w najdrobniejszych szczegółach. W powiecie włodzimierskim przed rozpoczęciem mordów rozpoczęła się koncentracja UPA w lasach zawidowskich: w rejonie Marysina, Dolinki Lachów oraz w rejonie Żdżarów, Litowieża i Grzybowicy. Na cztery dni przed akcją we wsiach ukraińskich odbyły się spotkania, podczas których uświadomiono miejscową ludność o konieczności wymordowania wszystkich Polaków. Wszyscy Ukraińcy otrzymali hasło zadania: "Wyrżnąć Lachów aż do siódmego pokolenia, nie wyłączając tych, którzy nie mówią po polsku". Z badań profesora Władysława Filara wynika, że Ukraińcy na dwa dni przed rozpoczęciem rzezi zaczęli kolportować ulotki w języku polskim nawołujące do zjednoczenia się Polaków z Ukraińcami do walki z Niemcami i Moskalami. Ukraińcy w rozmowach uspokajali Polaków, aby się nie bali, bo im nikt nic nie zrobi.")
  • Wołyń - kłamstwo katyńskie III RP - Rafał A. Ziemkiewicz ("Zbrodnia wołyńska była okrutnym i zaplanowanym ludobójstwem, ale polskim politykom do dziś brakuje odwagi, by nazwać ją po imieniu. Ta poprawność ośmiela neobanderowców do coraz bardziej bezczelnych zachowań. Potomkowie Kresowian od ćwierć wieku bezskutecznie dobijają się o godne uczczenie pamięci pomordowanych przodków. Słyszą od kolejnych rządzących wolną Polską sił, że żyją nienawiścią, szukają zemsty, marzy im się rewidowanie granic, szkodzą naszym sojuszom i destabilizują politykę. Także i ta, kolejna rocznica zbrodni na Wołyniakach nie przyniesie im oczekiwanej od lat satysfakcji. Goryczy, którą czują środowiska kresowe, nie widać końca. Co jest tak strasznego w prawdzie o Wołyniu, że nie może się ona zmieścić w oficjalnych wypowiedziach rządu i parlamentu wolnej Polski? Że wciąż usiłuje się ją wymazać, przemilczeć, zrelatywizować i pomniejszyć? Mimo że nie da się nie przyznać, iż według różnych szacunków, od kilkudziesięciu do być może nawet bez mała 200 tys. naszych rodaków padło w latach II wojny ofiarą bestialskich mordów tylko dlatego, że byli Polakami - III RP wydaje z siebie taki sam propagandowy bełkot o "wypadkach" czy "tragicznych wydarzeniach", jakim posługiwała się dla zakłamywania historii PRL?")
  • Trzy Ukrainy - Rafał A. Ziemkiewicz ("Rocznica zbrodni ukraińskich na Wołyniu postawiła rządzący PiS w bardzo trudnej sytuacji. Podstawą polityki zagranicznej tego obozu jest przekonanie, że nie ma innego, a w każdym razie nie ma większego zagrożenia dla Polski niż Rosja ("bardziej nienawidzą Rosji, niż kochają Polskę" - wytykał piłsudczykom już Dmowski, i jego obserwacja pozostaje aktualna). Ponieważ Polska zawsze musi działać przeciwko Rosji, każdy, kto w ten czy inny sposób Rosji przeszkadza, utrudnia życie czy jest obiektem jej wrogości, musi być naszym sojusznikiem. PiS i jego zwolennicy powitali z tego powodu z entuzjazmem zarówno pomarańczową rewolucję, jak i Majdan, kurczowo zamykając oczy na ich paskudne aspekty, jakimi były promowanie przez byłego prezydenta Juszczenkę banderowskiej narracji historycznej i wzrost realnego znaczenia sił politycznych odwołujących się wprost do zbrodniczej tradycji OUN-UPA. W efekcie Polska zaleca się do Ukrainy na wszelkie możliwe sposoby i dba o jej interesy bardziej niż sami Ukraińcy, na co Ukraina odpowiada prowokującymi demonstracjami, w rodzaju przegłosowania w obecności goszczącego w Kijowie prezydenta RP uchwały oddającej cześć zbrodniarzom, czy też nadania dokładnie w rocznicę rzezi imienia Stepana Bandery jednej z głównych stołecznych ulic...")
  • Czerwiec 2016

  • O planowanej rzezi wiedzieli wszyscy, poza Polakami - Krzesimir Dębski ("Nadal w pewnych kręgach jest kult UPA, szerzy się nacjonalistyczna propaganda, bywa że Ukraińcy walcząc o swoją tożsamość, ulegają jej. Przemilczają niestety niewygodnie fakty, rzezie Polaków, i Żydów - mówi kompozytor Krzesimir Dębski w rozmowie z Beatą Zatońską. Rodzina Krzesimira Dębskiego pochodzi z Kresów Wschodnich. Jego rodzice bronili się w niedzielę 11 lipca 1943 roku w Kisielinie na Wołyniu przed atakiem nacjonalistów ukraińskich z UPA. Jego dziadkowie zostali przez nich zamordowani...")
  • Czy Akcja "Wisła" była potrzebna? - Marek A. Koprowski ("Akcja "Wisła", której rocznicę rozpoczęcia będziemy niedługo obchodzić, wciąż budzi emocje. Niektórzy historycy uważają, że struktury OUN-UPA można było rozbić i zlikwidować o wiele humanitarniej, bez wysiedlania 150 tys. Ukraińców, którzy pozostali jeszcze na terytorium południowo-wschodniej Polski po przesiedleniu niemal pół miliona Ukraińców na Ukrainę. Są też tacy, którzy twierdzą, że wojsko w ogóle nie powinno uczestniczyć w likwidacji ukraińskiej irredenty. Z ukraińskim podziemiem, ich zdaniem, powinna rozprawić się milicja i władze bezpieczeństwa. Twierdzenia te wynikają niestety z poprawności politycznej, a nie z realnej oceny faktów. Urząd Bezpieczeństwa, co wynika z dokumentów, nie był w stanie rozbić ani zbrojnych oddziałów UPA, ani też cywilnej siatki Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów...")
  • Maj 2016

  • Prof. Władysław Filar: Miałem ukraińskich kolegów, chodziłem z nimi do szkoły... - Paweł Smoleński ("Miałem ukraińskich kolegów, chodziłem z nimi do szkoły, razem włóczyliśmy się po polach, bawiliśmy się, śpiewaliśmy. Tak samo było z Czechami. W mojej pamięci czas do II wojny światowej zapisał się bardzo dobrze. Nie umiem przypomnieć sobie żadnych napięć, żadnych scysji między Polakami a Ukraińcami ponad zwykłe sąsiedzkie swary, które dzieją się w każdej wsi. Iwanicze to była zgodna, spokojna osada...")
  • 10 tysięcy Polaków uratowanych przed ludobójstwem - obrona Przebraża - Tomasz Stańczyk ("Ojciec miał rozpłataną głowę i odcięte ręce, żona była zmasakrowana, zaś dwaj synowie (7-9 lat) mieli odrąbane palce, a 6-miesięczna córeczka była uduszona sznurkiem" - piszą Władysław i Ewa Siemaszkowie o masakrze 14 Polaków zgromadzonych na kolacji wigilijnej 24 grudnia 1943 roku. Pozostałych Polaków udało się uratować dzięki świetnej organizacji samoobrony. Ocaleni z Rzezi Wołyńskiej podjęli walkę i uratowali 10 tys. ludzi. Ochotnicy dostali broń m.in. od Niemców, a amunicję zdobyli za łapówkę w niemieckim magazynie. Latem 1649 roku, podczas powstania Chmielnickiego, broniło się w Zbarażu polskie wojsko, dowodzone przez księcia Jeremiego Wiśniowieckiego. Na odsiecz przyszła armia dowodzona przez Jana Kazimierza. Trzysta lat później na Wołyniu Polacy, zagrożeni wymordowaniem w 1943 r. przez ukraińskich nacjonalistów z UPA i pomagającą im miejscową ludność, a także ci, którym udało ujść się z rzezi, tworzyli we wsiach ośrodki samoobrony, małe Zbaraże. Nie mogli jednak liczyć na odsiecz. Wiele z ośrodków samoobrony upadło, ich mieszkańcy byli mordowani. Armia Krajowa była za słaba, by przeciwstawić się Ukraińskiej Powstańczej Armii, oddziały partyzanckie AK zaczęły powstawać dopiero jako reakcja na lipcowe apogeum zbrodni UPA na Wołyniu. Polacy szukali więc broni i amunicji u Niemców oraz pomocy w obronie u sowieckiej partyzantki. Musieli pójść na układy z dwoma wrogami, by uniknąć zagłady z rąk trzeciego - nacjonalistów ukraińskich...")
  • Kwiecień 2016

  • Milczenie metropolity - duchowny, który nie reagował na zbrodnię wołyńską - Agnieszka Rybak ("Arcybiskup Andrzej Szeptycki ma szansę zostać wkrótce błogosławionym. Środowiska kresowe już nazywają go "patronem niezgody" między Polakami a Ukraińcami. Decyzja Watykanu prowokuje pytanie o to, ile wolno świętemu. Od kiedy papież Franciszek zaaprobował dekret o uznaniu heroiczności cnót abp. Szeptyckiego, środowiska kresowe protestują. "Wielu z nas wzdryga się na myśl, że miałoby się modlić do takiego świętego" - piszą. Greckokatolicki metropolita Lwowa był bodaj jedynym człowiekiem, który mógł, jeśli nie powstrzymać, to ograniczyć rzeź wołyńską. On jednak milczał w swym pałacu. Próby wyniesienia apb. Szeptyckiego na ołtarze podejmowano od dawna, jednak skutecznie blokował je polski Kościół. Dwa razy protestował w sprawie planów tej beatyfikacji kard. Stefan Wyszyński. Co się zmieniło? - Sytuacja polityczna na Ukrainie i chęć pokazania wiernym, że Watykan dostrzega aspiracje narodu ukraińskiego - mówi osoba duchowna dobrze znająca kulisy tej sprawy. Nie bez znaczenia są też relacje osobiste. Papież Franciszek dobrze zna Światosława Szewczuka, arcybiskupa greckokatolickiego z Kijowa, który na początku lat 90. studiował w Centrum Studiów Filozoficzno-Teologicznych "Don Bosco" w Argentynie. - W Watykanie wiedzą tyle, ile powiedzą im Ukraińcy. Polscy biskupi się tym nie zajmują. A materiały dostarczone kiedyś przez kard. Wyszyńskiego ktoś usunął jako niewygodne dla procesu. (...) Kazimierz Sawicki "Prut", komendant Lwowskiego Obszaru AK, który idzie prosić Szeptyckiego o interwencję, wychodzi z jego rezydencji z mocnym postanowieniem, że nie będzie już negocjował z człowiekiem "trzymającym nóż w ręku". (...) Andrzej Szeptycki mógł powtórzyć słowa z pogrzebu hrabiego Potockiego: "Zbrodniami nie służy się narodowi". Jednak milczał. Jego milczenie jest największym oskarżeniem wobec niego samego. Dlatego polski episkopat milczeć nie powinien.")
  • Apel z Wołynia do Polaków (Ukraińscy naukowcy z Wołynia, historycy i krajoznawcy, stracili nadzieję na wsparcie ze strony władz lokalnych i centralnych Ukrainy. Otwarty apel skierowali do rządu RP i kolegów z Polski...)
  • Marzec 2016

  • Ciemniejsze oblicze Ukrainy - Ewa Siemaszko ("Incydent z zablokowaniem upamiętnienia cichociemnych pokazał obecną dominację silnie nacjonalistycznego ducha państwa ukraińskiego Zapowiadało się godnie i zgodnie, a więc pięknie. 15 lutego br. w Starokonstantynowie na wschodnim Wołyniu, który od 1921 r. znajdował się na terenie Ukrainy sowieckiej, teraz już w niezależnej Ukrainie, miała być uroczyście odsłonięta tablica pamięci dwu polskich cichociemnych, żołnierzy ZWZ-AK, którzy urodzili się pod Konstantynowem jeszcze jako obywatele Rosji carskiej, a w latach 1942-1943 w ramach organizacji "Wachlarz" Armii Krajowej zajmowali się antyniemiecką dywersją na Kresach Wschodnich...")
  • Tego się nie da zapomnieć... - Alicja Zielińska ("... Najgorzej wspomina wydarzenia na Wołyniu w 1943 r. To wówczas doszło tam do okrutnej rzezi Polaków. - Pamiętam Kazika Kaczora, mieszkałam u nich. Miał 21 lat, zakochał się w Ukraince. Dopadli go. Zachciało ci się Ukrainki, to masz! - krzyczeli. I tłukli bagnetami. A potem przywiązali za nogi do furmanki i ciągnęli dwa kilometry, głową po ziemi. Przywieźli i rzucili pod bramę domu. Zemdlałam, jak go zobaczyłam. Przed oczami ma też widok okrutnej masakry we wsiach Stare Gaje i Nowe Gaje. To było 11 lipca, w niedzielę. Ukraińcy ogłosili, żeby po mszy ludzie zostali, bo odbędą się zebrania na ugodę z Polakami. Dość już kłótni, wystarczy Niemiec za wroga. Miała być zabawa. Zagrała orkiestra i zaczęła się rzeź. Banderowcy z UPA otoczyli budynek...")
  • Luty 2016

  • Ukraińcy, nie kłamcie - Stanisław Srokowski ("Oleg Bazar, redaktor naczelny portalu LB.ua. mówi o dwu prawdach. Tymczasem w sprawie kresowej zbrodni nie ma dwu prawd. Jest jedna. Są na to dokumenty, dowody, świadkowie, fakty. To prawda o ludobójstwie - twierdzi pisarz Stanisław Srokowski. Nie nazywajcie ludobójstwa na Kresach "wydarzeniami wołyńskimi", "wojną polsko-ukraińską" ani "czystkami etnicznymi". "W rozumieniu Konwencji o Zapobieganiu i Karaniu Zbrodni Ludobójstwa z 9 grudnia 1948 roku - jak podają słowniki - ludobójstwem jest którykolwiek z następujących czynów, dokonany w zamiarze zniszczenia w całości lub w części grup narodowych, etnicznych, rasowych lub religijnych jako takich: zabójstwo członków grupy; spowodowanie poważnego uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia psychicznego członków grupy; rozmyślne stworzenie dla członków grupy warunków życia obliczonych na spowodowanie ich całkowitego lub częściowego zniszczenia fizycznego". Polacy na Kresach południowo-wschodnich byli masowo zabijani i mordowani tylko dlatego, że byli Polakami. Nie tylko na Wołyniu. Mocno to podkreślmy. Nie tylko na Wołyniu. Byli mordowani na całych Kresach. I masowe mordy nie rozpoczęły się na Wołyniu, tylko na Podolu, w województwie tarnopolskim.")
  • Siostry zakonne - ofiary zbrodni nacjonalistów ukraińskich na terenie metropolii lwowskiej obrządku łacińskiego w latach 1939-1947 - S. Agnieszka Michna ("Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom" - to jest generalna reguła obowiązująca nas katolików. Przebaczenie nie może być jednak przekreśleniem zaistniałych faktów, a już, broń Boże, pamięci o setkach tysięcy polskich ofiar ludobójstwa na Wschodzie. Prawdę trzeba ujawniać z tym większą determinacją, im jest tragiczniejsza. Żeby się już nie powtórzyła." o. Mieczysław Albert Krąpiec")
  • Styczeń 2016

  • Nacjonalizm na dzisiejszej Ukrainie poważnym zagrożeniem dla Polski - Lucyna Kulińska, WH AGH w Krakowie ("Nacjonalizm ukraiński miał zawsze charakter antypolski. Tak było przed II wojną światową, w jej trakcie, kiedy przybrał wymiar ludobójczy, tak jest i dzisiaj. Przejawów niechęci, a nawet nienawiści wobec narodu polskiego nie brak ani w deklaracjach ideowych nacjonalistów, ani w wystąpieniach ich liderów. Część z tych oświadczeń ma nawet charakter stricte rewizjonistyczny, nawiązujący do idei "wielkiej Ukrainy". Godzi to bezpośrednio w integralność polskiego terytorium. Padają nawet żądania "oddania" 19 powiatów - ziem sięgających po Kraków i Warszawę.")
  • Likwidacja OUN-UPA w ZSRR - Grzegorz Motyka ("W 1944 r. UPA osiągnęła największy punkt rozwoju. W ponad stu sotniach znajdowało się 25-30 tys. partyzantów. Do tego należy doliczyć jeszcze SKW, bojówki SB OUN oraz te związane jedynie z siatką cywilną OUN, która istniała w znaczącej części ukraińskich wsi. Można przyjąć, iż oddziały UPA miały możliwości mobilizacyjne sięgające 100 tys. ludzi. Za jedną z najskuteczniejszych metod zwalczania podziemia Sowieci uznawali deportacje w głąb ZSRR rodzin osób powiązanych z partyzantką. Jak to ujął sekretarz obkomu lwowskiego Iwan Hruszeckyj: "Najbardziej bolesny punkt bandytów - to rodzina". Nic więc dziwnego, że już w lutym 1944 r. Chruszczow zaproponował, aby wysiedlać rodziny członków podziemia. Oznaczony nr 7129 rozkaz dotyczący deportacji mieszkańców Ukrainy zachodniej Ławrientij Beria wydał 31 marca 1944 r. (...) Początkowo przewidywano, że wysiedleniu podlegają rodziny "ouenowców i aktywnych powstańców" aresztowanych i zabitych w walce. Szybko jednak rozszerzono kategorie wysiedlanych, rozciągając ją również na tych partyzantów, którzy pozostawali w lesie. Deportacji podlegać miały zatem także rodziny ukrywającego się "aktywu i kierownictwa OUN-UPA", wg stanowisk: komendanci, ich zastępcy i pracownicy SB, rejonowi i nadrejonowi prowidnycy OUN, sotenni, staniczni, komendanci OUN, kurenni, gospodarczy, referenci łączności, "aktywni uczestnicy band". Mienie podlegało konfiskacie.")
  • Grudzień 2015

  • Ukraińscy sprawiedliwi, którzy ratowali Polaków - Stanisław Srokowski ("Do nogi wszystkich Polaków wybijemy!" - wspomina okrzyki ukraińskich nacjonalistów jedna z niedoszłych ofiar ze wsi Sławentyn w województwie tarnopolskim. Jednak pośród bezlitosnych ukraińskich siepaczy można było znaleźć także nielicznych bohaterów. Mieszkańcy wsi Hnilcze ocalili swoich polskich sąsiadów. Prawdopodobnie wcześniej ustalili na zebraniu, że nie będą mordowali Polaków. Wielu z nich zapłaciło za to wysoką cenę, bo wówczas za niewykonanie rozkazu UPA groziła śmierć...")
  • Za masakrę na Majdanie odpowiadają... ukraińscy nacjonaliści, a nie Berkut - Iwan Kaczanowski ("Same wyniki badań balistycznych, z których ujawnieniem długo zwlekano sugerują, że absolutna większość protestujących została zastrzelona z budynków kontrolowanych przez Majdan, głównie z Hotelu Ukraina. Ukraiński politolog wykładający w Kanadzie dr Iwan Kaczanowski, zajmujący się naukowo sprawą masakry na kijowskim Majdanie w lutym 2014 roku, opublikował dokładne omówienie ujawnionych niedawno wyników analiz balistycznych. Przekonuje, że różne badania specjalistyczne dowodzą, że co najmniej 10 demonstrantów nie zostało zabitych przez funkcjonariuszy Berkutu, ale przez strzały oddane z budynków kontrolowanych przez majdanowców...")
  • Formatowanie Ukrainy - antologia publikacji portalu Geopolityka.org ("Opracowanie przygotowane pod redakcją Marcina Domagały i Roberta Potockiego to przede wszystkim praca źródłowa, które dotyczy tak nowoczesnego środka informacji masowej jak Internet, a równocześnie e-tytułu, który - z racji poruszanej tematyki i podejścia interpretacyjnego - nie jest zaliczany do wydawnictw "głównego nurtu". Autorzy poszczególnych tekstów zdają się ignorować zasady poprawności politycznej oraz jednej, aktualnie "obowiązującej prawdy". Znajdujemy tu zatem zarówno teksty publicystyczne, jak i sensu stricte naukowe, drapieżne i kontrowersyjne w swej wymowie, jak i wyważone w swoich sądach i formie. Podobne uwagi można zresztą odnieść także do języka niektórych zamieszczonych publikacji - jednych czytelników będzie on drażnił, irytował a nawet prowokował, innym z kolei przypadnie do gustu ten nieortodoksyjny ton. Recenzowana praca pokazuje zatem zróżnicowany punkt widzenia na wydarzenia na kijowskim EuroMajdanie; nie wpisuje się bowiem w żadną konwencję polityczną. (...) Nie sposób obojętnie przejść obok tego tytułu - może on budzić skrajne emocje, lecz - co wydaje się najważniejsze - nie boi się zadawać trudnych pytań oraz skłania do zadumy nad naturą współczesnej polityki, w tym takimi pojęciami jak: rewolucja, tranzycja systemowa czy geopolityka." prof. UP, dr hab. Zygmunt Kowalczuk, Instytut Bezpieczeństwa i Edukacji Obywatelskiej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie)
  • Listopad 2015

  • Odyseja Grzegorza Szpryngela - Bolesław Szpryngiel ("Bogate jest piśmiennictwo wspomnieniowe dotyczące Kresów Wschodnich, zwłaszcza z okresu II wojny światowej. Autorzy tych wspomnień zajmują się głównie martyrologią polskiej ludności zamieszkałej tam od stuleci, w szczególności zaś ludobójstwem ukraińskim. W moim opowiadaniu, dotyczącym tułaczych losów mojego Ojca również sporo miejsca poświęcam właśnie okresowi ostatnich dwóch lat jego życia na Wołyniu przed ostatecznym pożegnaniem ziemi swoich przodków. Na zawsze. Opowiadanie podzieliłem na etapy Jego tułaczki. Taki układ ułatwił mi opisywanie poszczególnych rozdziałów Jego życia. Ha, wszak nawet Homer, najsłynniejszy epik wszechczasów, tułaczkę Odysa opisywał etapami jego wędrówki. Jego bohater jednak w końcu dotarł do celu. Mój nie miał takiej szansy...")
  • Mogiłę pradziada ocal od zapomnienia - Hanaczów - Józef Wyspiański ("W miejscu obecnej Hanaczówki przed wojną stała wieś Hanaczów. Jego mieszkańcy zostali wymordowani w wyniku dwóch ataków UPA i następującej po niej pacyfikacji, dokonanej przez złożony z Ukraińców oddział SS Galizien. "Pomimo wielu niesprzyjających okoliczności, do których należy przede wszystkim zaliczyć kultywowanie na Ukrainie OUN, UPA i Stefana Bandery, udała nam się rzecz niesamowita. W dawnym Hanaczowie, gdzie znajduje się zbiorowa mogiła 170 Polaków bestialsko zamordowanych przez banderowców, postawiliśmy wraz z potomkami hanaczowian pomnik upamiętniający wszystkich, którzy zginęli tylko dlatego, że byli Polakami i tej polskości się nie wyrzekli" - pisze na swojej stronie na portalu społecznościowym inicjatywa "Mogiłę pradziada ocal od zapomnienia", która wraz z wrocławską Fundacją Studia Wschód była inicjatorem i organizatorem wzniesienia pomnika...)
  • Mniejszości trzymają Polskę za gardło jak sycylijska mafia - prof. Czesław Partacz (O rozgrywaniu Polaków przez różne siły zewnętrzne, generale Kiszczaku i STASI oraz innych ciekawostkach - z prof. Czesławem Partaczem, jednym z najwybitniejszych ekspertów ds. nazizmu ukraińskiego i niemieckiego, historykiem i członkiem Międzynarodowej Asocjacji Ukrainistów rozmawia Aleksander Szycht z serwisu Prawy.pl)
  • Elity hitlerowskie po 1945 roku pozostały u władzy - prof. Sebastian Fikus ("Alianci szybko tracili zainteresowanie rozliczaniem nazistowskich zbrodni. Rozpoczynała się zimna wojna i Niemcy stali im się po prostu potrzebni - mówi historyk prof. Sebastian Fikus, autor książki "Trudny spadek dysydentów III Rzeszy w Republice Federalnej Niemiec".")

    Październik 2015

  • Album rodzinny - Hanna Bulska z domu Zinkiewicz przekazała w darze do redakcji serwisu "Wołyń naszych przodków" swoją najcenniejszą, rodzinną pamiątkę - album zawierający blisko 100 fotografii wykonanych w latach 1922-1943 na Wołyniu przez swoich rodziców - małżeństwo nauczycieli: "Moi Rodzice: Genowefa zd. Rokicka i Jerzy Zinkiewicz spotkali się w Seminarium Nauczycielskim w Ostrogu (powiat zdołbunowski) i po uzyskaniu dyplomu zostali skierowani do szkół na Wołyniu. Wzięli ślub 13 sierpnia 1939 roku i zamieszkali w Boremlu, powiat dubieński w domu Jana i Julii Zinkiewiczów - rodziców Jerzego. 3 kwietnia 1943 roku bandyci z UPA napadli i zastrzelili przebywającego w domu mojego dziadka Jana Zinkiewicza i zamordowali także moje dwie małe siostrzyczki, których daty urodzin nie znam, a imion nie jestem pewna (Alina i Joanna/Irena?). Ranny został Jan Zinkiewicz jr. Rodzicom udało się cudem ocaleć. W Warszawie po wojnie rozpoczęli nowe życie. Moja siostra Maria urodziła się w 1944 roku, ja w 1946 roku. Rodzice przez całe życie dochowali tajemnicy i zabrali ją do grobu; zmarli oboje w 1974 roku. O Ich tragedii dowiedziałam się od rodziny już po Ich śmierci. Moja siostra Maria zmarła w 2010 roku w Kanadzie. Jestem szczęśliwa, że nadarzyła mi się sposobność ocalenia tej bolesnej historii rodziny od zapomnienia...".
  • Moje wspomnienia z Wołynia - Jadwiga Dąbkowska (1920-2012) - "Moja Mama swoje wspomnienia zaczęła zapisywać mając 70 lat. Mówiła, że pisze dla siebie, żeby być blisko swoich zmarłych Rodziców. Rodzeństwa, Przyjaciół - świadków Jej dzieciństwa i młodości w Łucku. Świadków szczęśliwych przedwojennych lat i tych tragicznych - wojennych. Do śmierci żyła wspomnieniami. Mama nie wierzyła, że to co pisze, jest interesujące dla ludzi urodzonych po wojnie, nie znających realiów życia na Kresach. Mam nadzieję, że się myliła i Jej wołyńskie wspomnienia znajdą Czytelników. Wszystkie fotografie zamieszczone we Wspomnieniach pochodzą z mojego rodzinnego archiwum. Barbara Dębowska z Dąbkowskich, córka Jadwigi".
  • Zapomniane ludobójstwo. Polacy w państwie Stalina. "Operacja polska" 1937-1938 - Nikołaj Iwanow ("W ramach "operacji polskiej" w latach 1937-38 w ZSRR zamordowano ponad 111 tys. Polaków. Wiedza o tych faktach jest w Polsce bardzo niewielka - pisze prof. Nikołaj Iwanow w książce "Zapomniane ludobójstwo". Prof. Iwanow uważa, że Polacy byli pierwszą grupą społeczną w ZSRR, którą Stalin skazał na zagładę z powodów narodowych. "Operacja polska" oznaczała śmierć przez rozstrzelanie dla ponad 111 tysięcy osób, czyli niemal jednej piątej wszystkich Polaków, którzy po traktacie ryskim znaleźli się w granicach Związku Sowieckiego. Spis ludności ZSRR z 1926 roku podaje, że w kraju mieszkało 782,3 tys. Polaków, głównie na Białorusi i Ukrainie, duże skupiska ludności polskiej były też w Moskwie, Smoleńsku i Leningradzie. Po klęsce bolszewików pod Warszawą w sierpniu 1920 r., gdy upadły nadzieje na rozprzestrzenienie się rewolucji na Polskę, komuniści postanowili stworzyć namiastkę polskiej republiki sowieckiej na terytorium ZSRR, co miało służyć jako broń ideologiczna przeciwko II RP. W 1925 r. powołano polski rejon narodowościowy na Wołyniu, który wszedł do historii pod nazwą Marchlewszyzna, później w 1932 r. powstał Polski Rejon Narodowy im. Feliksa Dzierżyńskiego na Białorusi...")
  • Wrzesień 2015

  • Arszenik i rosyjskie fobie - Andrzej Krajewski ("W XX w. agenci Moskwy zamordowali wielu ukraińskich działaczy. Semen Petlura, dawny sojusznik marszałka Józefa Piłsudskiego, z pomocą którego próbował zbudować niepodległe państwo ukraińskie, 25 maja 1926 r. spacerował ulicami Paryża. Premier emigracyjnego rządu zabijał czas, oglądając wystawy sklepów. Nagle z tyłu ktoś podszedł i zapytał po ukraińsku: "Czy pan Petlura?". Premier potwierdził. Wtedy mężczyzna wyciągnął pistolet i strzelił siedem razy...")
  • Churchill i Roosevelt okazali w Jałcie ogromną dozę cynizmu - Tadeusz Rutkowski ("Churchill i Roosevelt okazali w Jałcie ogromną dozę cynizmu. Wykazali, że myślą kategoriami wyłącznie imperialnymi. Uważali, że skoro Związek Sowiecki jest potęgą, więc ma większe prawa niż inne, małe państwa - mówi dr hab. Tadeusz Rutkowski z Instytutu Historycznego UW. Konferencja jałtańska rozpoczęła się 4 lutego 1945 r. w momencie, kiedy los wojny był już i tak przesądzony. Wojska sowieckie doszły do Odry, likwidowały zgrupowania wojsk niemieckich na Pomorzu. Niemcy są już państwem, które wojnę przegrało...")
  • Wiersze kresowe - Andrzej Winogrodzki ("Tytułu nie trzeba - jest nim imię ziemi i czas historii. Dzielili dnie i noce pod wspólnym księżycem i łąk pachnących słodycz miodną, trawy i kwiaty, mleko, sól i niebo, bywało też że melanż krwi, połacie pól szerokich i rozlewisk rzek...")
  • Sierpień 2015

  • Polacy zabici siekierami - Marek Kozubal ("Pion śledczy szczecińskiego oddziału IPN zakończył śledztwo w sprawie zbrodni popełnionej 23 sierpnia 1943 r. w miejscowości Majdan w dawnym powiecie Kamień Koszyrski na Polesiu. Jak ustalił IPN wieś ta była zamieszkała przez osoby narodowości polskiej i ukraińskiej, przy czym większość rodzin stanowili Polacy. Były również małżeństwa mieszane. Przed wybuchem II wojny światowej stosunku sąsiedzkie pomiędzy Polakami i Ukraińcami zarówno we wsi Majdan jak i miejscowości okolicznych układała się bardzo dobrze. Po wybuchu wojny uległy one jednak zasadniczej zmianie...")
  • Hitlerowski kolaborant zostanie błogosławionym? Kontrowersje wokół beatyfikacji metropolity Szeptyckiego - Marek Trojan ("Fakty są takie, że metropolita Andrzej Szeptycki walczył o interesy ukraińskie, kolaborował z III Rzeszą, reprezentował społeczeństwo masowo uczestniczące w Holokauście i nie chciał powstrzymać ludobójstwa na Kresach Wschodnich. Teraz może zostać wyniesiony na ołtarze. A niewykluczone, że będzie to wstęp do beatyfikacji krewnych Bandery. Greckokatolicki metropolita lwowski Andrzej Szeptycki znalazł się wśród ośmiorga sług Bożych, których dekrety o heroiczności cnót zatwierdził 16 lipca 2015 r. papież Franciszek. Oznacza to, że już wkrótce może on zostać zaliczony w poczet błogosławionych.")
  • Szeptycki w Europie Hitlera - prof. Andrzej A. Zięba, UJ w Krakowie (z książki "Prawda historyczna a prawda polityczna w badaniach naukowych" pod red. Bogusława Pazia, Kraków, 2013): "... Szeptycki był jedynym hierarchą katolickim na obszarze okupowanej Polski, który oficjalnie popierał okupanta i to dlatego lokalni dostojnicy niemieccy tak chętnie składali mu wizyty kurtuazyjne. Kurtuazja ta była kalkulacją polityczną, zależało im na wsparciu dla swych rządów w tym regionie ze strony jednej z grup miejscowej ludności, a konkretnie właśnie Ukrainców, dla których Szeptycki był autorytetem. (...) O liście wysłanym do Hitlera w styczniu 1942 roku poinformowali najpierw Kongregację Kościoła Wschodniego zgorszeni polityką Szeptyckiego dwaj biskupi greckokatoliccy: stanisławowski Hryhorij Chomyszyn i preszowski Pawel Gojdycz. Uczynili to poprzez archimandrytę bazylianów w Rzymie, Dionizego Tkaczuka. Nie wiadomo, czy francuski kardynał Eugene Tisserant, bardzo zaprzyjaźniony z Szeptyckim szef tej Kongregacji, pokazał ich informację i załącznik w postaci owego listu komukolwiek w Watykanie, a przede wszystkim papieżowi. Ale ambasador Papée, przekonawszy się w lutym 1943 roku, że w Watykanie wierzą w antyniemieckość Szeptyckiego, postanowił zadziałać, a dysponował wiedzą opartą nie tylko na tym, co metropolita sam o sobie pisał. W marcu oficjalnie powiadomił Giovanniego Battistę Montiniego, wówczas wpływowego substytuta w Sekretariacie Stanu (późniejszego papieża Pawła VI), o istnieniu listu do Hitlera.(...)"
  • Lipiec 2015 (72-ga rocznica ludobójstwa Polaków na Wołyniu przez UPA)

  • Dziki Wschód? Życie na Kresach Wschodnich w II RP - Robert Witak ("Międzywojenne Kresy, tak jak cała II Rzeczpospolita, kojarzą się głównie z odzyskaną niepodległością, budowaniem państwa, dorobkiem i spokojnym życiem. Tymczasem Kresy pełne były niepokojów społecznych, politycznych i etnicznych. Jak mogło być inaczej kiedy do miasta daleko, żyje się w ziemiance, a Warszawa to drugi koniec świata. Władza nie radziła sobie również z falą przestępczości. W 1924 r. ok. 100 uzbrojonych bandytów napadło na pociąg z najważniejszymi ludźmi w regionie. Podróżnych okradziono ze wszystkiego, co przedstawiało jakąś wartość. Biskup stracił swój krzyż, a wojewodę i komendanta okręgowej policji bandyci rozebrali i zabrali im ubrania. W następstwie pokoju podpisanego w marcu 1921 r. w Rydze, Polska i Rosja Sowiecka podzieliły między sobą obszary dawnej Rzeczypospolitej, wytyczając granicę w polu. Słabo zaludnione ziemie trudno było kontrolować, więc szybko okazało się, że słupy graniczne nie zatrzymają nielegalnego ruchu w obie strony...")
  • Dowody zbrodni nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej w latach 1939-1947 oraz ich ocena w świetle prawa krajowego i międzynarodowego - Bogusław Kuźniar ("Już w okresie międzywojennym nacjonaliści ukraińscy podejmowali na szeroką skalę działalność propagandową, sabotażową i terrorystyczną, wymierzoną przeciwko polskim władzom państwowym i ludności Małopolski Wschodniej. Sprawcami przestępstw byli przede wszystkim młodzi Ukraińcy, często z rodzin duchownych greckokatolickich i inteligenckich, nierzadko studenci i uczniowie szkół średnich, należący do założonej w 1920 roku Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów..." - artykuł prezentuje dowody wybranych zbrodni nacjonalistów ukraińskich na narodzie polskim w latach 1939-1947. Celem wywodu jest określenie odpowiedzialności prawnej członków OUN-UPA za te czyny, jak też zwrócenie uwagi, że zbrodnicze działania nacjonalistów ukraińskich mają konkretny wymiar prawny. Niepodważalnie były one w momencie ich popełniania, jak i są niezmiennie nadal, poważnymi przestępstwami zagrożonymi surowymi karami.)
  • Czerwiec 2015

  • Wołyńska Szkoła Szybowcowa LOPP "Sokola Góra" (koło Krzemieńca na Wołyniu) w latach 1933-1939 - archiwalne artykuły i zdjęcia na temat jednej z najlepszych w przedwojennej Polsce szkół szybowcowych, dobrze znanej także poza granicami kraju. W placówce tej uczyła się latać córka marszałka Józefa Piłsudskiego - Jadwiga Piłsudska. Swoje pierwsze lotnicze szlify zdobywało tu również wielu polskich pilotów, którzy potem - w czasie II wojny światowej - walczyli na myśliwcach pod brytyjskim niebem.
  • Wanda Kościa o rzezi na Wołyniu: Robię filmy, nie uprawiam polityki - Magdalena Rigamonti ("Politycy nie powinni się zabierać do historii. Mój mąż na szczęście zajmuje się ekonomią i zastrzega, że masakr nie ogląda - mówi Wanda Kościa, dokumentalistka, autorka filmu o rzezi wołyńskiej "Mój przyjaciel wróg", żona ministra Jacka Rostowskiego.")
  • Maj 2015

  • Watażka - jego zbrodnie i zakłamane wspomnienia - Bronisław Szeremeta ("Opracowanie Bronisława Szeremety pt. "Watażka - jego zbrodnie i zakłamane wspomnienia", obejmuje okres nasilonych działań eksterminacyjnych nacjonalistów ukraińskich spod czerwono-czarnego sztandaru faszystowskiej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i jej "siły zbrojnej" tzw. Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA). Okres ten to ostatni rok II wojny światowej obejmujący przełom 1944/45 roku. W tym właśnie czasie, po masakrze Wołynia, zapłonęły polskie wioski w Małopolsce Wschodniej. Do "czystki etnicznej" na tych terenach przystąpiła UPA. Bohaterem (in minus) książki Bronisława Szeremety jest prowodyr oddziału (czoty) Służby Bezpieczeństwa (SB) OUN-UPA Dymitr Kupiak, obecnie mieszkaniec Toronto w Kanadzie. Była to postać tak daleko budząca grozę, że prosty lud ukraiński mówił o nim jako o "piekielniku", a także niejeden upowiec drżał przed Kupiakiem i chętnie widziałby go na szubienicy. Bojówki SB były najokrutniejszymi formacjami OUN-UPA rozprawiającymi się bezlitośnie także ze swoimi - nieprawomyślnymi Ukraińcami, czyli z tymi, którzy protestowali przeciwko zbrodniom dokonywanym na bezbronnej, cywilnej ludności polskiej.")
  • Na tropie zabójców z UPA - Marek Kozubal ("Przebrani za sowieckich żołnierzy bojownicy UPA rozstrzelali milicjantów i mieszkańców Kryłowa. W bestialski sposób zamordowali też legendarnego dowódcę partyzanckiego. Po 70 latach jest szansa na odnalezienie miejsca potajemnego pochówku zamordowanego przez Ukraińców "Rysia" - dowódcy Batalionów Chłopskich z Lubelszczyzny...")
  • Kwiecień 2015

  • Lato 1943 - Barbara Odnous ("Od 1991 roku trwa śledztwo w sprawie zbrodni popełnionych na Wołyniu w latach 1939-45. Prowadzone jest przez Oddziałową Komisje Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN w Lublinie. Akta sprawy liczą obecnie 57 tomów (po około 200 kart każdy) i dokumentów stale przybywa: protokoły z przesłuchań świadków, relacje i wspomnienia (również drukowane), listy osób prywatnych, raporty organizacji podziemnych, także nieliczne zdjęcia. Przedstawiamy wybór z całego materiału zgromadzonego w Instytucie Pamięci Narodowej w Lublinie. Eskalacja konfliktu na Wołyniu miała miejsce latem 1943, dlatego też oparliśmy się na tekstach z tego okresu, skupiając się na zeznaniach i relacjach bezpośrednich uczestników wydarzeń. Z zebranych opowieści wyłania się obraz nie tylko tych sąsiadów Ukraińców, którzy okazali się wrogami, realizując zaplanowaną akcję ludobójstwa, ale i tych dzięki którym wielu Polaków przeżyło. Nie możemy jednak ujawnić ich tożsamości. Korzystając z akt prokuratorskich, zobowiązaliśmy się do niepodawania danych pozwalających na identyfikację nie tylko sprawców, ale też ofiar i świadków...")
  • Zapomniani męczennicy z Kresów Wschodnich - Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski ("Jednym z obowiązków Kościoła jest pamięć o tych, którzy oddali swe życie jako męczennicy. Wyraźnie to sformułował papież Jan Paweł II w homilii wygłoszonej w 1999 r. w Bydgoszczy. Mówił on: "Nasze stulecie również zapisało wielką martyrologię. Sam w ciągu dwudziestu lat mego pontyfikatu wyniosłem do chwały ołtarzy wielkie grupy męczenników: japońskich, francuskich, wietnamskich, hiszpańskich, meksykańskich. A iluż ich było w okresie drugiej wojny światowej i w czasie panowania totalitarnego systemu komunistycznego! Cierpieli i oddawali życie w hitlerowskich czy też sowieckich obozach zagłady". Następnie poza tekstem oficjalnym dodał od siebie znamienne słowa: "Nasz wiek, nasze stulecie ma swe szczególne martyrologium jeszcze nie w pełni spisane. Trzeba go zbadać, trzeba go stwierdzić, trzeba go spisać. Tak jak spisały martyrologia pierwsze wieki Kościoła, i to jest do dzisiaj naszą siłą, tamto świadectwo męczenników pierwszych stuleci. Proszę wszystkie Episkopaty, ażeby do tej sprawy przywiązały należytą uwagę. (...) Trzeba ażebyśmy przechodząc do trzeciego tysiąclecia spełnili obowiązek, powinność wobec tych, którzy dali wielkie świadectwo Chrystusowi w naszym stuleciu.")
  • Ksiądz Jan Chojnacki - Życie i śmierć księdza (pełny tekst książki) - Michał Posadzy ("Martyrologia Kościoła Rzymskokatolickiego na Ukrainie nalicza tysiące prześladowanych, wysłanych do łagrów i zamordowanych kapłanów, zakonników i świeckich. Choć imiona wielu z nich są już jedynie Bogu wiadome, lecz nawet o ludziach znanych nam z imienia wiemy niewiele. A to właśnie ci kapłani, poprzez dochowanie wierności Bogu i własnemu powołaniu, przyczynili się do zachowania wiary na tych ziemiach. Działania wojenne, represje reżimów antyludzkich - stalinowskiego i hitlerowskiego, przerażający konflikt bratobójczy, który rozgorzał pomiędzy narodem polskim i ukraińskim... Godność ludzka i ludzkie życie zostały podeptane i zdeprecjonowane. Wydawało się, że ludzie mieliby zwątpić w Boga, Jego miłość i miłosierdzie. Lecz właśnie w tym najtrudniejszym okresie wiara niczym w tyglu oczyściła się i umocniła się. Przykład osobisty duchowieństwa oraz ich męstwo i bezgraniczna ufność Bożej Opatrzności pomógł ludziom zachować pośród ciemności wojny i terroru światło wiary, które rozpraszało lęk i przywracało nadzieję. Kapłani byli zwykłymi ludŸmi i nie był im obcy lęk przed bólem i śmiercią, lecz mimo to nie wyrzekli się swego powołania, a na wzór Zbawiciela pokornie dźwignęli swój krzyż i podążyli na własną Golgotę.")
  • Marzec 2015

  • Łuck - Szczęśliwe dzieciństwo - Tadeusz Marcinkowski (rozdział IV z książki "Skarby pamięci", Regionalne Centrum Animacji Kultury w Zielonej Górze, 2013): "Ze wzruszeniem wspominam te miejsca i szczęśliwy dla mnie okres wczesnego dzieciństwa, w którym tak ważną rolę odgrywał mój ojciec Jan Marcinkowski. Był on człowiekiem pogodnym i wesołym, lubianym w pracy i w Związku Strzeleckim, gdzie pracował społecznie. (...) Z okazji różnego rodzaju świąt i uroczystości rodzinnych w naszym domu gościło wielu przyjaciół i znajomych rodziców. Ojciec zabawiał towarzystwo opowiadaniem dykteryjek, których znał mnóstwo, grą na gitarze lub mandolinie oraz śpiewem. Przyjęcia były wystawne. Nad ich przygotowaniem czuwała mama, sama szykując najważniejsze dania, a jako rodowita Wołynianka znała ich mnóstwo. Z zapamiętanych przeze mnie dań mogę wymienić pasztety z zająca, faszerowanego prosiaka, faszerowaną rybę i uwielbianą przeze mnie wielkanocną paschę czy pachnące w całym domu kichłyki z cynamonem. Nic dziwnego, że gościom dopisywał apetyt. Tyle wesołości i radosnego śmiechu było w tych zabawach. Rosłem otoczony życzliwością najbliższych i przyjaciół domu...".
  • Moi znajomi łucczanie - Tadeusz Marcinkowski (rozdział XIX z książki "Skarby pamięci"): "... Pani Kalina urodziła się 25 lutego 1931 roku w Przekurce w powiecie lubomelskim. Była ukochaną córeczką Janiny z Wieczffińskich Chruckiej i Kazimierza Chruckiego. Jej rodzice wywodzili się ze szlachty wołyńskiej. Kazimierz Chrucki pracował w Lasach Państwowych. Był leśniczym. (...) Wybuch wojny przerwał beztroskie lata w Łucku. Mała Kalina mocno przeżyła misję, z jaką wysłała ją mama w mroźną lutową noc 1940 roku. Pani Janina Chrucka zauważyła przez okno sowietów, ładujących do ciężarówek ludzi. Wysłała córeczkę, by przekradła się niepostrzeżenie i ostrzegła sąsiadów. Dziewczynka bardzo się bała. Niestety, nie zdążyła dotrzeć na czas. Zastała już puste mieszkanie. Sąsiadów wywieziono na Sybir. Ważnym przeżyciem z czasów okupacji sowieckiej była też Pierwsza Komunia Święta, która odbywała się w szczególnej atmosferze. Przygotowania po kryjomu prowadził ksiądz Władysław Bukowiński. Ze względu na sowietów dzieci przystępowały do komunii w bocznej kaplicy Katedry wśród dorosłych. Choć nie było białych komunijnych sukienek, wzruszenie z powodu przyjęcia Sakramentu Świętego było ogromne. Tymczasem w Łucku coraz trudniej było zdobyć jedzenie, zatem pani Janina Chrucka zawiozła córkę do znajomych na wieś. (...) Gdy w okolicy pojawili się banderowcy, dzielna matka zabrała córeczkę do Łucka. Do miasta odwiózł je znajomy Ukrainiec, który prawdopodobnie swoją życzliwość wobec Polaków przypłacił życiem...".
  • Luty 2015

  • Wołyńskie pola śmierci - Adam Kruczek ("W lesie nieopodal ukraińskiej wsi Sokół w powiecie lubomelskim w ostatnich dniach czerwca 2011 roku doszło do odkrycia masowych grobów mieszkańców wsi Ostrówki i Wola Ostrowiecka zamordowanych przez nacjonalistów ukraińskich 30 sierpnia 1943 roku. W tej jednej z najkrwawszych zbrodni OUN-UPA na Wołyniu jednego dnia zostało zabitych prawie 1.100 bezbronnych Polaków, w większości kobiet i dzieci. (...) Gdy kobiety i dzieci doszły na polanę nieopodal wsi Sokół i stało się jasne, że to miejsce ich kaźni, jedna z niewiast, Ewa Szwed, prosiła banderowców, aby oszczędzili przynajmniej dzieci. Zbrodniarze nie zamierzali pertraktować, tylko wyciągali z grupy po kilka osób, kładli je na środku polany i zabijali. Dzieci płakały, najbliżsi żegnali się, wybaczali sobie winy, modlili się. Pierwsze ofiary zakłuwano bagnetami, ale okazało się to zbyt męczące, więc do następnych już strzelano...")
  • Ekspatriacja, czyli wypędzenie Polaków z Kresów Wschodnich - Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski ("Nic tak nie rani Polaków, wywodzących się z dawnych Kresów Wschodnich, jak słowo "repatriacja". Przymusowe przesiedlenie, którego doznali, było bowiem dla nich wypędzeniem z Ojczyzny, a nie powrotem do niej. Stało się to w wyniku zdrady Amerykanów i Anglików, którzy Kresy, jak i całą Polskę, cynicznie sprzedali Sowietom za przysłowiową "czapkę gruszek". (...) "W nocy z 10 na 11 listopada 1945 r. Ukraińcy włamali się do naszego domu (...) Zbili Mamę i brata, zabrali im konia i krowę. 13 listopada - wtorek, około godz. 10. opuszczamy nasz dom. Długo patrzyliśmy na domostwo, na otaczający je sad. Na placu dworca w Dżurynie, pod gołym niebem, rozbite szałasy wysiedlanych. Niektórzy siedzieli w owych prymitywnych budach do dwóch tygodni na deszczu, w zimnie, brudzie i o głodzie, oczekując na transport. W nocy zajechał pociąg towarowy, do którego kazano nam ładować się pospiesznie. Mama z wujkiem dźwigają ciężary ponad siły i noszą do odległego wagonu przez tory. Miejscowi Ukraińcy otoczyli nas zwartym kołem i rabują, co się da na naszych oczach...")
  • Styczeń 2015

  • Dzieci Wołynia: Nie czekaj, nie wypatruj - Maja Narbutt ("Najwcześniejsze wspomnienie: strzały, mama zalana krwią pada na nią. Długo leży pod jej nieruchomym ciałem. Mijają godziny, zapada zmrok. Gdy zaczyna płonąć na niej ubranie, wyczołguje się i biegnie przed siebie. Wpada na znajome podwórko, gdzie zawsze przychodziła się bawić. Ukraińscy sąsiedzi zanurzają ją w korycie, gaszą ogień. I obmywają z krwi matki. (...) Inny świadek: Po czterdziestu siedmiu latach dowiedziała się, jak zginęli rodzice i rodzeństwo. W drodze za Bug zatrzymali się u ukraińskich znajomych, by się ogrzać i wysuszyć, bo dzieci były małe, a mama brzemienna. Przyszedł tam także znany im Ukrainiec. Kazał zaprzęgać konie, wywiózł ich na bagna. Rodzice uklękli i modlili się. Prosili, by zabić najpierw ich. Nie chcieli patrzeć na śmierć swych dzieci. (...) Teresa Radziszewska będzie nadal przyjeżdżać, choć przecież już kilka lat temu schyliła się i podniosła czaszkę mamy, na której były jeszcze włosy. Obok leżały kości taty, a w ich nogach ciśniętych troje rodzeństwa. Ale Teresa przyjeżdża, bo myśli, że to obowiązek - znajdować miejsca, gdzie leżą Polacy i stawiać krzyże...")
  • Ukraina. Rok Majdanu - Jan Stec ("Minął rok od rozpoczęcia dramatycznych wydarzeń na Ukrainie, wydarzeń które do dziś pozostają w centrum uwagi głównych sił politycznych nie tylko w Europie, ale i w skali światowej. Zaczęło się stereotypowo od kolejnego Majdanu doskonale przygotowanego i wyreżyserowanego przy dużym udziale ośrodków zagranicznych. Wypada przypomnieć, że poprzedni Majdan zorganizowany w 2004 r. wyniósł do władzy prezydenta Wiktora Juszczenkę. Jego kadencja nie przyniosła jednak Ukrainie oczekiwanych zmian na lepsze. Trwała recesja i rabunek kraju przez wszechwładne grupy oligarchów. Stopa życiowa ludności spadała systematycznie. Tym razem podjęto grę o nieporównywalnie większą stawkę. Chodziło nie tyle o Ukrainę, co o generalną zmianę sytuacji geopolitycznej w tej części Europy, a mianowicie o osłabienie Rosji i jej odepchnięcie na wschód, głównie poprzez stworzenie sytuacji konfliktowych na jej granicach.")
  • Kto naprawdę strzelał na Majdanie? - Ivan Kaczanowski ("Sprawcami największej zbrodni na Majdanie (chodzi o masakrę z 20 lutego 2014 r., w której zginęło ponad 100 osób - przyp. red.) w czasie ukraińskiej rewolucji nie byli ludzie Janukowycza, a sami opozycjoniści - przekonuje Ivan Kaczanowski, politolog z Uniwersytetu w Ottawie, specjalista z zakresu polityki wschodnioeuropejskiej. Twórca teorii nt. "krwawego czwartku" apeluje: - Przeprowadźmy w tej sprawie międzynarodowe śledztwo. To może nas uchronić przed konfliktem z Rosją na pełną skalę.")
  • Milosz Zeman do Ukraińców: czy znacie rozkaz Bandery dot. mordowania Polaków? - Janusz Schwertner ("Prezydent Czech Milosz Zeman w ostrych słowach odpowiedział grupie Ukraińców, którzy wysłali do niego list "w obronie Stepana Bandery". "Czy znacie rozkaz Bandery: "Zabijcie każdego Polaka między szesnastym a sześćdziesiątym rokiem życia?". Jeśli nie znacie, nie jesteście Ukraińcami" - odpisał Zeman. To pozytywny gest wobec Polaków.")
  • Grudzień 2014

  • SB - fałszywi bohaterowie - Dymitr Bagiński ("SB - ten skrót kojarzy się Polakom jak najgorzej. Kresowiakom także, lecz z bezpieką nie polską, lecz ukraińską - z banderowską Służbą Bezpeky, tajną policją polityczną OUN Bandery. Służba Bezpeky (Bezpieczeństwa) OUN powstała w 1940 r. Jej kadry Abwehra szkoliła w Zakopanem. Początkowo banderowcy wykorzystywali SB do walk frakcyjnych z melnykowcami. Później miała zajmować się także wykrywaniem i likwidowaniem "zdrajców" we własnych szeregach i rozpracowaniem polskiego podziemia. SB stanowiła praktycznie osobną organizację w organizacji, wewnętrzną armię.(...) SB mogła przeprowadzać śledztwa i wydawać wyroki śmierci na "wrogów narodu ukraińskiego". Definicja wrogów była bardzo szeroka - zaliczano do nich wszystkich Polaków, komunistów bez względu na narodowość oraz Ukraińców, którzy występowali przeciw polityce OUN. Właśnie dlatego chyba jeszcze gorszą sławą cieszyła się SB OUN wśród Ukraińców...")
  • Uciekli przed ukraińską siekierą - Ewa Siemaszko ("... Masakry Polaków urządzane przez banderowców wywoływały u potencjalnych ofiar różne reakcje. Wszechobecny niepokój, narastający wraz ze złymi wiadomościami był nieraz tłumiony poczuciem niewinności: "Nic złego nie uczyniłem Ukraińcom, więc dlaczego mieliby mnie mordować". Trudno było bowiem zrozumieć, że dla nacjonalistów ukraińskich największym przewinieniem Polaka było to, że jest Polakiem i że właśnie dlatego Polacy są mordowani...")
  • Terrorystyczna działalność OUN-UPA i przesiedlenia ludności ukraińskiej w powiecie jarosławskim (1944-1947) - Bogusław Kuźniar ("Głównym celem artykułu jest przedstawienie terrorystycznej działalności Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii w oparciu o wiarygodne dokumenty, jak również omówienie związku między zbrodniami nacjonalistów ukraińskich a przesiedleniami ludności ukraińskiej na terenie powiatu jarosławskiego w latach 1944-1947.")
  • Listopad 2014

  • "Niech żyje wódz Hitler", czyli jak witano wojska niemieckie na Wołyniu - Monika Śladewska ("... Wychowywałam się na Wołyniu w konglomeracie czterech narodowości i czterech mentalności, wśród Polaków, Ukraińców, Czechów i Żydów. Mieszkałam w kol. Ostrów, gmina Kupiczów, w pow. kowelskim. Kolonie zamieszkiwali osadnicy wojskowi, którzy po I wojnie otrzymali tu ziemię z rozparcelowanego majątku Rosjanina Zajcewa w Ośmigowiczach. Do szkoły chodziłam w dużej polskiej wsi Zasmyki położonej bliżej Kowla, w której mieszkała moja babcia. Współżycie między społecznościami przed wojną układało się pomyślnie, język nie stanowił bariery, rozumieliśmy się, było spokojnie...")
  • Wołyń pod okupacją niemiecką - Ewa Siemaszko ("Po napaści na Polskę we wrześniu 1939 roku Niemiec i Związku Sowieckiego, Wołyń znalazł się pod okupacją sowiecką od 17 września 1939 r. prawie do końca czerwca 1941 r. 22 czerwca 1941 r. nastąpiła agresja III Rzeszy na ZSRS. Walki sowiecko-niemieckie na Wołyniu trwały zaledwie kilka dni, po czym nastąpił okres okupacji niemieckiej. Podczas wypierania przez Niemców Sowietów, NKWD zdążyło jeszcze wymordować w masowych egzekucjach kilka tysięcy więźniów. Spośród trzech głównych grup narodowościowych Wołynia (Ukraińcy, Polacy, Żydzi), tylko Ukraińcy przyjmowali entuzjastycznie zmianę okupanta...")
  • To ludobójstwo przyszło z Wołynia - Sulimir Stanisław Żuk ("Kresy pojawiły się w życiu mojego ojca w 1920 r., kiedy jako ochotnik pod dowództwem gen. Rydza-Śmigłego szedł na Kijów właśnie przez Hutę Pieniacką, gdzie poznał moją mamę. Wrażenie, jakie na nim zrobiła, było tak wielkie, że po wyleczeniu poważnej rany, jaką otrzymał pod Kijowem, udał się z oświadczynami do Huty. Rodzice mamy radzi nie radzi z zięcia warszawiaka i do tego inwalidy, postawili warunek: młoda para nie może zerwać z Kresami, tylko się tu w okolicy kiedyś osiedlić...")
  • Październik 2014

  • Moje wołyńskie dzieciństwo - Zbigniew Komorski ("... Zbliżał się wrzesień roku 1939, miałem rozpocząć naukę. Rodzice kupili mi całą wyprawę łącznie z pięknym skórzanym tornistrem. Czekałem. Skończyło się szczęśliwe dzieciństwo, postawieni zostaliśmy pod ścianą; co za nią - jedynie Bóg wie. W mieście pokazało się dużo chromych, kalekich, biednie ubranych, proszących o datki – jałmużnę. Chodziły wieści że to szpiedzy. Miasto zapełniło się uciekinierami z Polski Centralnej. Podążali na wschód w kierunku na Zaleszczyki i na Rumunię. Jak daleko zaszli? Nie wiedzieli, że idą prosto w paszczę niedŸwiedzia. Że to sąsiedzi, Słowianie wbili nam bagnet w plecy, a oni pojadą bydlęcymi wagonami na "Sybir". Uciekali przed Germanami, a trafili na Moskali, którzy byli lepsi?")
  • Analiza polityczna i prawna zbrodni nacjonalistów ukraińskich... - Bogusław Kuźniar ("... Istotną rolę odegrało święcenie narzędzi zbrodni, przeznaczonych do zamordowania Polaków. Jeden z takich przypadków relacjonuje Józef Pakosz: "Wiosną 1942 r. w domu mgr. Władysława Opalińskiego odbywało się święcenie noży na Lachów przez popów ukraińskich. Zjechała się (...) młodzież żeńska i męska z Rzeplina i okolicznych wiosek. Na rozstawione stoły w domu Opalińskiego poukładali noże jeden koło drugiego. Przyjechało trzech popów (...) celem poświęcenia noży na Lachów, byli to: pop z Rozborza Okrągłego, Pruchnika i trzeci prawdopodobnie z Kramarzówki (...)." Należy zaznaczyć, że nacjonaliści ukraińscy wymagali bezwzględnego posłuszeństwa od ludności i duchowieństwa ukraińskiego oraz mordowali Ukraińców nieprzychylnych ich działalności. Zamordowali oni biskupa prawosławnego Munujiła, potępiającego ich zbrodnie, a także (w powiecie jaworowskim) księdza greckokatolickiego Kruszyńskiego "za to, że był przyjacielem Polaków". Ludność ukraińska szczególnie obawiała się brutalnej Służby Bezpeky, której członkowie mieli szerokie uprawnienia i nie podlegali w zasadzie żadnej kontroli. (...) W Pawłokomie działał zakamuflowany około 50-osobowy oddział UPA prowadzący w okolicy zbrodniczą działalność. Ludność polska żyła w tym rejonie w ciągłym strachu, spowodowanym nieludzkimi zbrodniami. Przytoczyć można relację członka polskiej samoobrony Birczy, potwierdzoną przez lekarza Jana Podgórskiego, dotyczącą znalezienia ciał czterech członków rodziny Sugierów w piwnicy ich domu: " (...) podłoga i całe ściany była zbryzgane krwią. (...) Zbigniewowi obcięto genitalia i włożono je do ust matki. Obciętą pierś matki włożono w usta Zbigniewa, a do drugiej piersi przystawiono usta jej męża Jana". (...) Z powodu okrutnych zbrodni nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej i żydowskiej oraz mordowania tych Ukraińców, którzy nie udzielili poparcia OUN i UPA, nie można uznać tych organizacji za ukraiński ruch wyzwoleńczy.")
  • Wrzesień 2014

  • Requiem nad zamordowanym polskim siołem - Edward Prus ("... W książce adresowej z 1930 r. jest informacja, że Hutę Pieniacką zamieszkuje 724 mieszkańców. Zajmowali się oni uprawą roli oraz hodowlą zwierząt, także bednarstwem, kołodziejstwem, murarstwem. Wieś miała charakter prawie jednolicie polski... (...) Obok wejścia do kościoła - pisze dalej E.Gross - siedziała na śniegu młoda kobieta z noworodkiem lub poronionym dzieckiem na ręku. Jej lament budził litość i współczucie, lecz nikt się nią nie zajmował, nikt nie zareagował na jej prośby, żeby ją ktoś zabił. Konała w męczarniach... Janek opierał się, płakał, krzyczał i za nic nie chciał iść - cytuje inną relację Andrzej Rybicki. - Wówczas rozwścieczony ukraiński esesman chwycił Janka za nogi i z rozmachem uderzył głową chłopca o narożnik domu. Jakiś młody chłopiec błagał i prosił, żeby go puścili. Pacyfikator uśmiechnął się zjadliwie i machnął ręką: idź, wypuszczam. Chłopiec obrócił się i chciał pobiec, ale esesman z dużą siłą wbił mu bagnet w plecy...")
  • Do nieba nie można od razu - Jacek E. Wilczur ("... To szczególnego rodzaju kronika zagłady mieszkańców Lwowa po zajęciu miasta przez wojska niemieckie 30 czerwca 1941, opis bestialstwa ukraińskich nacjonalistów, męczeństwa Polaków i Żydów. (...) Tysiące ludzi, zmarłych w owych latach zorganizowanej zagłady, wskutek głodu, zimna, chorób, zamordowanych w bestialski sposób przez ukraińskie nacjonalistyczne bojówki i przez ukraińską policję pomocniczą, przez funkcjonariuszy specjalnych grup likwidacyjnych, przez oddziały SS, policji i regularnej armii niemieckiej, nigdy już nic nie powiedzą. Najczęściej ich szczątki spoczywają w dotąd nie ekshumowanych zbiorowych grobach na obrzeżach Lwowa, w zagajnikach i lasach podmiejskich, nie oznaczonych nagrobkami, krzyżami czy gwiazdą Syjonu, a nawet najmniejszym napisem. W jednej z tych mogił zbiorowych znajdują się szczątki moich najbliższych, rozstrzelanych, zakłutych bagnetami przez niemieckich nosicieli nowego porządku w Europie - Neuordnung i ich ukraińskich pomocników. Ci ze zbiorowych mogił nigdy już niczego nie powiedzą i dlatego żywi winni mówić za nich...")
  • Czarna sukienka - Janina Pit z d. Pittner dzieli się własnymi, tragicznymi wspomnieniami o bestialskim mordowaniu polskich leśników i ich rodzin na Kresach przez ukraińskich nacjonalistów ("... Z daleka widziałam, jak płonie nasz dom i podleśniczówka, w której mieszkał Jasio Słoma z żoną. Kiedy na dworze zrobiło się całkiem jasno, wyszłam z ukrycia. (...) wszyscy, którzy przebywali w tym czasie w leśniczówce zostali zamordowani. Razem 13 osób i moje dziecko. Znaleziono ich w piwnicy. Byli zakłuci bagnetami. Chodziłam z jednym policjantem niemieckim, znaleźliśmy pod płotem Jaśka Słomę, miał 15 ran kłutych w plecach (...). Jego żona miała 6 ran kłutych i leżała w kuchni. Nadpalone zwłoki mego ojca leżały w pobliżu zgliszcz stodoły, a moje dziecko na wpół spalone w pobliżu zgliszcz domu...")
  • Przestańcie popierać Ukrainę! - Waldemar Łysiak ("Gdyby polskie władze i polskie (nie tylko "mainstreamowe") media poświęcały polskiej krwi rozlanej bestialsko na Wołyniu przez Ukraińców (sto kilkadziesiąt tysięcy zakatowanych w latach 1943-1945) jedną tysięczną tej empatii, tej pamięci, tego współczucia, tego hołdu, jaki poświęcały krwi przelanej na Majdanie w lutym bieżącego roku (kilkudziesięciu zastrzelonych) - moje pretensje byłyby mniejsze. Zresztą od pretensji często było blisko do gniewu, kiedy czytałem ewidentne kłamstwa (zmyślenia i przemilczenia)...")
  • Sierpień 2014

  • Nie wolno milczeć, gdy leje się krew - list otwarty pisarza Stanisława Srokowskiego do Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego ("Szanowny Panie Prezydencie, u granic Polski, na Ukrainie, toczy się okrutna wojna. Co dnia leje się krew, giną ludzie, życie tracą nie tylko mężczyźni walczący po obu stronach frontu, ale i kobiety, starcy, dzieci. Wsie i miasta popadają w ruinę. Rozsypują się przedszkola, szkoły i szpitale. Płoną świątynie. Trupy leżą na ulicach. Mieszkańcy pozbawieni domów, pracy, opieki medycznej i żywności, szukają schronienia za granicą. Na to nie wolno bezczynnie patrzeć. Polska, Prezydent RP, rząd RP, posłowie nie mogą być obojętni. Ta wojna może przekroczyć progi naszego kraju. Może się rozlać na Europę. Należy temu jak najszybciej zapobiec, przeciwstawić się zbrodniom, mordom, gwałtom, rozlewowi niewinnej krwi...")
  • Mój wołyński dzień - wspomnienia z Łucka - Zenon Leopold Paszkowski, Towarzystwo Kultury Polskiej im. Ewy Felińskiej w Łucku ("Przyszedłem na świat w zacisznym, białym domku w Łucku, jako pierwsze i jedyne dziecko. Z późniejszych opowiadań dowiedziałem się, że rodzice długo oczekiwali na potomstwo. Lekarz w Łucku o nazwisku - Biłobran, zalecił nawet leczenie uzdrowiskowe.(...) Z początkiem lipca 1945 roku, gdy nastał zapowiadany przez Sowietów dzień wypędzenia, Ojciec wyszedł aby poszukać jakiejś furmanki do przewiezienia paru paczek i tobołków na stację kolejową. W tym czasie pod główne wejście od ulicy zajechał "gazik" Armii Czerwonej w którym przyjechał rosyjski "lejtenat" z żoną i bezpardonowo oświadczył że to teraz jest ich dom i będą tu mieszkać. Wy się natychmiast wynoście... "udiraj w Polszu!". Nie chciał nawet pozwolić na wyniesienie tylnymi drzwiami, spakowanych tobołków...")
  • Rocznica napadu UPA na Witryłów, Łodzinę i Hłomczę niedaleko Sanoka - Andrzej Romaniak ("W tych dniach mija kolejna rocznica tragicznych wydarzeń, które rozegrały się niedaleko Sanoka, a o których w myśl dziwnej "politycznej poprawności" i "nie rozdrapywania ran" nie wspomina się ani słowem. Jednak milczenie nie wykreśli ich z ludzkiej pamięci i z zachowanych dokumentów. Wydarzenia te były kontynuacją tego, co działo się na Wołyniu w latach 1943-44. Tu na ziemi sanockiej od lata 1944 r. odbywało się to samo, tylko na mniejszą skalę. Na terenie byłego województwa rzeszowskiego, w tym i na terenie ziemi sanockiej, dziesiątki wiosek dotknęła zbrodnicza działalność UPA, a o jej ofiarach dziś się nie pamięta. (...) 10 września minie kolejna rocznica napadu UPA na Witryłów, Hłomczę i Łodzinę, gdzie wymordowani zostali niewinni ludzie, których liczba jest doskonale udokumentowana, a personalia znane.")
  • Pamiętnik doktora Mariana Witkowskiego - Anetta Chęcińska ("Kartki kiedyś zapewne były białe. Dzisiaj pożółkłe, ale wciąż trzymają się mocno solidnej oprawy. Zapisane gęstym, pochyłym i trudnym do odczytania pismem, są świadectwem pracy i pasji, trosk, rozczarowań, radości i spraw codziennych. Są świadectwem życia i rodzinną pamiątką. Marian Witkowski urodził się 28 sierpnia 1876 r. we wsi Kolin na Wołyniu. Był synem powstańca z 1863 r., w domu odebrał wychowanie w duchu patriotycznym. Po ukończeniu szkół w Humaniu i Niemirowie rozpoczął studia medyczne na uniwersytecie w Moskwie. (...) Przedterminowo zwolniony z wojska, powrócił do Humania i podjął praktykę lekarską. Pracę zawodową łączył w tym czasie z działalnością na rzecz lokalnej społeczności polskiej. Założył i prowadził m.in. polską bibliotekę i księgarnię.(...) Uzupełnienie: sto lat wczeœniej, 21 czerwca 1768 roku w Humaniu wymordowano blisko 20.000 Polaków i Żydów, którzy schronili się w tym mieście podczas buntu Kozaków i ruskiego chłopstwa (tzw. koliszczyzny). Wśród ofiar znalazło się wiele kobiet i dzieci...")
  • Lipiec 2014 (71. rocznica ludobójstwa Polaków na Wołyniu przez UPA)

  • Moje wspomnienia z okresu zawieruchy wojennej i lat koszmaru na Wołyniu - Konstanty Jeżyński "Grom" ("... Ja, jako że od dzieciństwa rosłem i bawiłem się z rówieśnikami Ukraińcami, świetnie rozmawiałem po ukraińsku, nie dowierzając co mówią sąsiedzi, poszedłem na nabożeństwo do cerkwi, których na Wołyniu było bardzo gęsto. Stoję wśród tłumu w cerkwi i słucham przemowy popa do wiernych i to w ten sposób: "Bracia chrystajany Ukraińcy, waszym obowiązkiem jest rżnąć Polaków, a będzie niepodległa Ukraina. I na tę rzeź was błogosławię". Szybko przybiegłem do domu, opowiedziałem to Mamie i rodzeństwu, następnie sąsiadom. Powstało wielkie napięcie i strach. (...) Między moją wsią Aleksandrówka a Ludwiszynem pod lasem mieszkał Polak Łobuczek Piotr wraz z żoną, matką i miłym swoim synkiem. W wolnych chwilach od pracy w polu zajmował się wiejskim kowalstwem, naprawiając pługi, brony itp. Mama moja posyłała mnie do pana Łobuczka po naukę kowalstwa, ja osobiście polubiłem Piotrusia i jak tylko krowy zapędziłem do chlewa, to zaraz biegłem uczyć się kowalstwa. (...) Szybko zebrała się cała wieś uzbrojonych w kosy, widły, łopaty. Dotarliśmy do zgliszcz zagrody Łobuczka, widziałem zwęglone ciała, cztery osoby, był to: Łobuczek, jego żona, matka i synek Piotruś. W tłumie przybyłych Polaków zapanował zrozpaczony bezradny gniew przeciwko bandom ukraińskim...")
  • Sąsiedzi z Wołynia - Igor T. Miecik ("Do Parośli inaczej jak furmanką czy traktorem dotrzeć się nie da. Bo i po co? Wsi już nie ma. Siedemdziesiąt lat temu Ukraińcy wymordowali mieszkańców, ale nikt nie pamięta, kto konkretnie i jak to było. Pamięć ludzka chce być krótka. Zwłaszcza pamięć sąsiadów. Kobiety przestały po grzyby chodzić, bo znajdowały ludzkie szczątki rozwleczone po lesie. W ogóle po wojnie ludzie z sąsiedniej Żółkini bali się tu przychodzić. We wsi gadali, że tam, gdzie była Parośla, zamieszkały diabły. - Bali się ludzie albo chcieli zapomnieć czym prędzej - mówi Hanna Stratonowna Kowalczuk, wdowa po Antonie...")
  • Biblioteki i archiwa w rezydencjach polskich ziemian na Wołyniu w okresie zaborów - Jacek Szum Borkowski ("... O wielkości księgozbioru decydował poziom majątkowy i intelektualny szlachcica, panująca moda. Z uwagi na łatwy dostęp do drewna, a tym samym niską jego cenę, do końca XVIII w., ponad 90% rezydencji w Rzeczypospolitej było zbudowanych z tego materiału. Jeśli do tego uwzględnimy liczne wojny toczone na ziemiach polskich zwłaszcza w XVII i XVIII w., staje się rzeczą oczywistą, że znaczna część znajdujących się w nich przedmiotów musiała ulec zniszczeniu. Dlatego też wiele dokumentów i ksiąg przestało istnieć jeszcze przed ostatecznym końcem I Rzeczypospolitej w 1795 r.")
  • Czerwiec 2014

  • Jeśli nie wrócimy na Kresy, będzie ubywać Polski... - Tomasz A. Żak ("W książce "Dom za żelazną kurtyną" pisze Pan o Kresach: "Jeżeli tutaj nie wrócimy (...) poprzez ludzi, to także tam, w III RP będziemy się kurczyć. Będzie nas ubywać, będzie ubywać Polski". Z czego wysunął Pan taki wniosek? - "Najłatwiej byłoby mi teraz odesłać wszystkich do lektury mojej książki.(...) Posłużę się porównaniem: niech każdy z nas wyobrazi sobie, że ze swej pamięci wyrzuca dziadka i babcię; że przy kolejnych domowych porządkach na śmietniku ląduje stary album ze zdjęciami naszych przodków; że w ramach jakiejś europejskiej mody zmienimy nazwisko na brzmiące bardziej z niemiecka lub francuska; i jeszcze, że w czas Wszystkich Świętych nie pójdziemy zapalić światełek na grobie naszych rodziców... Ot, i będzie nas ubywać, aż znikną jacyś Kowalscy czy Malinowscy. Znikną na zawsze. I dokładnie tak jest z Polską" - odpowiada Tomasz Żak, reżyser teatralny, scenarzysta, aktor, twórca Teatru Nie Teraz, organizator i współorganizator festiwali teatralnych i zdarzeń artystycznych, społecznik i człowiek pierwszej "Solidarności", pielgrzym i wędrowiec poszukujący artefaktów kultury katolickiej, potomek rodziny wołyńskiej i - jak sam o sobie mówi - Polak.")
  • Została mi dachówka z domu rodziców - Mariusz Nowik ("Huta Pieniacka była duża: stały 172 domy, do tego stajnie i obory. Żyło w niej tysiąc osób, w tym sporo uciekinierów z Wołynia. Pacyfikację dokonaną 70 lat temu przez SS Galizien oraz UPA przeżyło 160 osób. Ze wsi nic nie pozostało. (...) Dziecko przyszło na świat w kościele. Franciszek Bąkowski przechowuje list od wnuczki kobiety, która widziała, jaki los spotkał rodzącą matkę, jej dziecko i akuszerkę. Z relacji wynika, że pilnujący mieszkańców wsi ukraiński esesman rozdeptał noworodka. "Dzielna akuszerka chciała uratować dziecko i jego matkę, ale ten zbrodniarz zabił je" - czyta fragment listu pan Franciszek i pokazuje kolejne zdania: "Babcia była wtedy odrętwiała, nic nie czuła, nie miała żadnych myśli. (...) esesman kazał jej wziąć to roztrzaskane maleństwo i wynieść z kościoła. (...)")
  • Jak Ukraińcy ratowali Polaków z rzezi wołyńskiej - Ewa Frączek ("Według szacunkowych danych, dzięki ukraińskim cywilom ocalało z rzezi wołyńskiej ponad 2500 Polaków. Liczba ta jest jednak niedokładna. Przeanalizowane relacje dotyczą około 500 miejscowości, podczas gdy liczba miejsc, w których nacjonaliści ukraińscy mordowali ludność, wynosi aż 4000. Nie wiadomo więc - niestety - ile osób narodowości polskiej uratowało swoje życie dzięki poświęceniu sąsiadów. Brak rzetelnie spisanych relacji świadków sprawia, że zapomniano o tych Ukraińcach, którzy Polaków ratowali - płacąc za to niekiedy własnym życiem...")
  • Polsko-ukraińskie pojednanie - Michał Potocki ("Nic nie zapowiada, by Kijów szybko pogodził się z prawdą o ludobójstwie na Wołyniu. Wina leży też po naszej stronie - przez ostatnie dwie dekady milczeliśmy. Po 70 latach od tragedii Polacy i Ukraińcy wciąż spierają się o Wołyń. Po ukraińskiej stronie w osiągnięciu zgody nie pomaga wzrost popularności nacjonalistów, dla których każda rysa na zmitologizowanym wizerunku Ukraińskiej Armii Powstańczej (UPA) jest wymysłem stalinowskiej propagandy. Po naszej stronie przez blisko dwie dekady nie pomagało przemilczanie problemów historycznych w imię racji stanu w postaci odciągania Ukrainy od Rosji...")
  • Maj 2014

  • Determinacja romantyka - Marek Budziarek ("100 lat temu, 24 kwietnia 1914 r. w Łodzi urodził się Jan Karski, emisariusz Polskiego Państwa Podziemnego. Chciał być dyplomatą. Został żołnierzem konspiracji i kurierem polski podziemnej. Wiedział bardzo dużo, bowiem powierzano mu największe tajemnice Polski Podziemnej. Jako pierwszy z polskich emisariuszy dotarł do Londynu, a później do Waszyngtonu, gdzie przekazał zatrważające wieści o totalnej eksterminacji narodu żydowskiego. Po wojnie służył przez dziesiątki lat w sprawie polskiej w świecie zachodnim. Stał się wybitnym historykiem i autorem cenionych prac. Urodził się jako Jan Kozielewski, choć świat go znał jako Jana Karskiego. (...) W 1936 roku ukończył kurs oficerski w Szkole Podchorążych Rezerwy Artylerii we Włodzimierzu Wołyńskim. We wrześniu 1939 roku służył w oddziale artylerii konnej. Dostał się najpierw do niewoli sowieckiej, a potem, po wymianie jeńców, do niewoli niemieckiej, z której zbiegł...")
  • Skończmy z pięknymi bajkami o UPA - Wołodymyr Pawliw ("Prawda o naszych winach i błędach jest nie mniej ważna niż prawda o naszych cierpieniach - pisze znany ukraiński publicysta. Stulecie urodzin Stepana Bandery i 80 lat od powstania Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów obchodzi się w Galicji z prowincjonalnym rozmachem. Pomniki i tablice pamiątkowe dla wodza, billboardy ze zwycięskimi hasłami. Konkursy dla uczniów i jubileuszowe znaczki dla weteranów. A oprócz tego - propagowanie mitów w rozmaitych wydawnictwach i gazetach. To, co się dzieje dziś wokół kultu Bandery na Ukrainie zachodniej, można nazwać efektem "zwolnionej sprężyny". Przez pół wieku komunizmu wszelkie wzmianki na ten temat były zabronione. Pamięć przetrwała - na emigracji i w przekazach rodzinnych - jako przeciwwaga dla komunistycznych kłamstw. Ale w miarę upływu czasu wszelkie przekazy ulegają mitologizacji i mistyfikacji...")
  • Tragizm ukraińskiego narodu - Wiktor Poliszczuk ("Kto dziś pamięta o ukraińskich ofiarach OUN Bandery? Kto o nich napisał? Kto badał problem ludobójstwa dokonanego przez banderowców na ich współbraciach? Za czasów sowieckich w nauce temat działalności OUN nie był podnoszony, bowiem rzetelne badanie zasad ideologicznych i założeń programowych ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego musiało by wskazywać na szereg analogii między tym nacjonalizmem a bolszewizmem. Poza tym - rząd sowiecki sprawę potraktował praktycznie: ujawnieni organizatorzy i wykonawcy zbrodni banderowskich zostali skazani na kary więzienia, ich rodziny zostały wywiezione na Sybir...")
  • Ukraińskie miejsca pamięci narodowej na terenie Polski - Kazimierz Krajewski ("Wiedza o ukraińskich miejscach pamięci na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej jest w szerszych kręgach społeczeństwa polskiego dość znikoma, w zbyt małym stopniu przyczyniają się do jej poszerzania środki masowego przekazu i publicyści. W ujęciu mediów zagadnienie to ogranicza się do sytuacji konfliktowych związanych głównie z upamiętnianiem poległych członków UPA. Jest to optyka "skrzywiona", pokazująca to wielowątkowe zagadnienie w bardzo wąski i niepełny sposób. Do pogłębiania tego stereotypu przyczynia się również strona ukraińska, kładąc w swych działaniach główny nacisk właśnie na obiekty tego rodzaju...").
  • Kwiecień 2014

  • Kolaboranci czy herosi - rzecz o SS-Galizien - Prof.dr hab. Edward Prus ("Po cięgach otrzymanych przez siły zbrojne III Rzeszy pod Moskwą, Stalingradem i Kurskiem, wystraszona "międzynarodówka" faszystowska postanowiła przyjść Hitlerowi z pomocą. Ruszyli się hurmem naziści z Norwegii, Francji, Hiszpanii, Portugalii, Chorwacji, Danii, Holandii, Flamanowie i Walonowie. Do tej plejady postanowili także dołączyć kolaborujący z Niemcami skrajni nacjonaliści ukraińscy, a ściślej wschodniomałopolscy (galicyjscy) proweniencji melnykowskiej, ale nie tylko: czas pokazał, że również banderowców wśród "ratowników hitleryzmu" nie brakowało. (...) Tragedia Huty Pieniackiej rozegrała się 28 lutego 1944 roku. Pułk SS-Galizien i kureń UPA "Siromanci" dokonały tu masakry, zastrzelili lub spalili żywcem 700-1000 osób, puścili z dymem kościół i 120 zagród. Huta Pieniacka to większa tragedia aniżeli ta, która spotkała czeskie Lidice czy francuskie Oradour, o których po wojnie głośno było w Europie i w świecie. Te dwie miejscowości widnieją nawet w polskiej Encyklopedii Powszechnej PWN, podczas gdy zagłada Huty Pieniackiej nie figuruje. (...) Taki sam los spotkał ludność polską, która schroniła się w podkamieńskim Sanktuarium Maryjnym na świętej Górze Różańcowej. Tu także masakrowali żołdacy SS-Galizien i rizuni UPA. Aleksander Korman pisze: "śmiercią okrutną w torturach zginęło na terenie klasztoru około 300 osób narodowości polskiej... Razem w Podkamieniu było około 800 śmiertelnych ofiar z rąk ukraińskich żołnierzy SS Galizien, terrorystów OUN-UPA i policjantów Ukrainische Hilfspolizei... W kaplicy, gdzie dzieci przyjmowały komunię św. znajdował się stos pomordowanych ludzi. Stos ten ruszał się jeszcze, zaś nad stosem unosiła się para wodna, ogrom krwi... Zalegała złowieszcza cisza... Ogromna przyklasztorna studnia zapełniona była ludzkimi zwłokami, przeważnie dziecięcymi...")
  • Esesmani spod sztandaru OUN - Monika Śladewska ("Dywizja SS Galizien, twór Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, została utworzona w 1943 r. na terenie Małopolski Wschodniej, przekształconej przez Niemców w dystrykt Galicja i przyłączonej do Generalnego Gubernatorstwa. W skład dywizji weszli Ukraińcy, do 1939 r. obywatele polscy, inspirowani przez faszyzujące kierownictwo OUN i kler greckokatolicki. Ochotnikom sugerowano, że będą prekursorami przyszłej narodowej ukraińskiej armii, zachęcano ich też korzyściami materialnymi. Ukraińscy rekruci do SS Galizien przysięgali wierność na całe życie Hitlerowi. Żołnierze SS Galizien mają na rękach krew 1.100 Polaków zamordowanych w Hucie Pieniackiej i 800 w Podkamieniu. Galicyjska dywizja do ostatniego dnia wojny była w strukturach Waffen SS.")
  • Śpię przy zapalonej lampce - Barbara Gruszka-Zych ("Ja się piekła nie boję, jak pójdę tam - mówi 84-letnia Helena Łysiak. - Miałam je tu, na ziemi. Nasza "Warszawa" w Rybnie, jak ją nazywali Ukraińcy, 10 listopada 1944 zmieniła się w piekło. Była wtedy 14-letnią dziewczynką: - W jednej chwili stałam się dorosłym człowiekiem. Wie pani, wojna robi swoje. Od polskich domów podpalonych przez banderowców zajmowały się też ukraińskie. Żywcem paliły się krowy, konie, kury. Słychać było ludzkie krzyki, nawoływania. Na drugi dzień Rosjanie pochowali 23 osoby. Ukraińscy nacjonaliści zabili ich nożami, siekierami, rozcinali brzuchy. Kobietom obcinali piersi, wyłupywali oczy. Kiedy na trzeci dzień w niespalonym domu cioci Marii Bawerowej zobaczyła pierwszego w życiu trupa, nie poznała, że to znajoma ze wsi - Sabina Zielińska. Była posiekana nożem jak mięso na tatar...")
  • Marzec 2014

  • Uszła cało z polowania UPA na Polaków - Zbigniew Marecki ("Anna Staniuk ze Słupska do tej pory pamięta sen, w którym jej tata uciekał przed ścigającymi go mordercami. Kilka godzin później, gdy zobaczyła zmasakrowane ciała członków jej rodziny, wiedziała, że uszła cało z polowania na Polaków, które urządzili ukraińscy nacjonaliści. Anna Staniuk przyszła na świat w 1928 roku jako córka Józefy i Bartłomieja Sobczuków, właścicieli 12-hektarowego gospodarstwa ogrodniczego w Borkach na Wołyniu. Wieś położona była około 30 kilometrów od granicy polsko-sowieckiej. Miała starszego brata Jana i trzy siostry - Marysię, Bronkę i Władzię...")
  • Ludobójstwo czy "zbrodnia o znamionach ludobójstwa"? - Krzysztof Szymon Szymański ("Jest 9 luty 1944 roku - w miejscowości Wołków powiat Przemyślany (dawne województwo tarnopolskie II RP) ginie z rąk UPA ksiądz Józef Kaczorowski. Zostaje zamordowany w bestialski sposób pod figurką kościelną przez grupę 20 bojówkarzy nacjonalistów ukraińskich. Matka księdza zostaje postrzelona na strychu i umiera w szpitalu. W całym powiecie panuje wielkie poruszenie, wieści o zamordowaniu księdza bardzo szybko się rozchodzą. Część świadków zna nazwiska oprawców. Kilka dni później zostaje zorganizowany pogrzeb księdza, na który licznie przybywają mieszkańcy z różnych okolicznych miejscowości, w tym proboszcz parafii Świrż Stanisław Kwiatkowski...")
  • Zbrodnicze działania nacjonalistów ukraińskich wobec ludności polskiej w okresie II wojny światowej - Bogusław Kuźniar ("Zbrodniczą działalność nacjonalistów ukraińskich zapoczątkowała Ukraińska Wojskowa Organizacja, założona w 1920 roku w Pradze przez pułkownika Jewhena Konowalca i innych oficerów byłej Ukraińskiej Halickiej Armii. Jej następczyni to Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) utworzona w 1929 roku w Wiedniu. Aktyw OUN w okresie międzywojennym tworzyło młode pokolenie Ukraińców, wielu z nich wywodziło się z rodzin duchownych greckokatolickich i inteligenckich, często byli to studenci i uczniowie szkół średnich. Dopuszczali się oni zamachów na przedstawicieli władz i inne osoby publiczne (również narodowości ukraińskiej), sabotaży i rabunków. Są to późniejsi sprawcy ludobójstwa na Polakach...")
  • Gorzkie chleby wołyńskich rzek - Antin Borkowski ("Przyzwyczailiśmy się do abstrakcyjnej krwi. Po Wielkim Głodzie, drugiej wojnie światowej, represjach stalinowskich ofiary sąsiadów nie wyglądają zbyt katastrofalnie. Nie uczciliśmy zresztą jeszcze pamięci własnych ofiar. Dlatego Wołyń pozostaje bezosobowym obrazem w ukraińskich podręcznikach historii. 30 czy 40 tysięcy ofiar polskich. A może 60 tysięcy? Przecież Ukraińców ginęły miliony - w czasach Wielkiego Głodu czy drugiej wojny światowej. Polakom od tego nie jest jednak łatwiej. Rekonstrukcje historyczne trwają, a wspólnego punktu widzenia nie ma. (...) Pamięć lubi słodkie, złe - do lamusa. Ojciec zabił sąsiada - my jednak pamiętamy tylko to, jak grał na skrzypcach. Bo dobrze grał. Naprawdę dobrze. I huśtawki robił. Jeśli jednak to był nasz ojciec, musimy znaleźć w sobie siły, by powiedzieć to "przepraszam", nawet nie mając nadziei, że usłyszymy w odpowiedzi "wybaczam". Za grzech niech każdy odpowiada sam. Z zabitymi Ukraińcami niech radzą sobie Polacy. Cudze sumiennie trudno obudzić. Najważniejsze, byśmy poradzili sobie z sumieniem własnym..." - pisze ukraiński politolog i publicysta.)
  • Między Bugiem a Styrem - Krzysztof Wojciechowski ("... Walorem książki "Między Bugiem a Styrem" jest również i to, że autor pisze w niej całą prawdę. W dobie panującej poprawności politycznej, nie kluczy, nie rozmywa trudnej i tragicznej historii wołyńskich Polaków szczególnie w latach 40. ubiegłego wieku. Pisze o krwawych mordach dokonywanych przez UPA, o udziale w nich duchownych prawosławnych czy greckokatolickich. Sprawców wymienia nieraz z imienia. Ale pisze też o szlachetnych postawach: batiuszki Czerwyńśkiego z Kowla co nie przyjął "wici chlebowych", nawołujących do mordowania Polaków - zapłacił za to życiem, nauczyciela Myrona Bocza, który upamiętnił mogiłę Polaków w Wierzbicznie własnoręcznie wykonanym krzyżem, i wielu innych. (...) W poleskich Maniewiczach musi panować szczególny duch Boży skoro chodzącego po kolędzie księdza zapraszają do domów wszyscy: grekokatolicy, ewangelicy, baptyści, zielonoświątkowcy, a nawet jehowici...")
  • Luty 2014

  • Moi żydowscy krajanie - Bolesław Szpryngiel ("... Zdarzyło się, że kiedy mój Tata chciał wejść w Kołkach do sklepu z artykułami gospodarstwa domowego, prowadzonego przez Icka Guza, dwóch smarkaczy zagrodziło mu drogę. To już przebrało miarkę - trzymanym w ręku batem z trzciny morskiej sprawił tym "patriotom" takie lanie, że z bata została mu w ręku tylko rękojeść. Ojciec znał z nazwiska lub imienia wielu kołkowskich Żydów, a już na pewno tych, z którymi prowadził interesy gospodarcze. Sklepy, w których najczęściej robiono zakupy to były: Icek Guz - sklep z artykułami gospodarstwa domowego, Chaim - sklep z materiałami włókienniczymi, Fogel - sklep z artykułami piśmienniczymi, Jankiel - to blacharstwo, Joszka (mówiło się Jośko) był bałagułą i prowadził zajezdnię, gdzie można było się zatrzymać w podróży i zaobrokować konie. Znaną w Kołkach postacią był nawet miejscowy woziwoda Szymszel. (...) Kołkowscy Żydzi starali się zapewnić swoim dzieciom dobrą znajomość języka polskiego i podstawowe wykształcenie ogólne. Dlatego posyłali je już od I-szej klasy do publicznej polskiej szkoły. (...) W szkole poranny apel rozpoczynano modlitwą, która "pasowała" każdemu wyznaniu i każdej narodowości. Wszyscy uczniowie od klas I-szych do VII mych, ustawieni w dwuszeregu na głównym korytarzu - wspólnie śpiewali "Kiedy ranne wstają zorze" pod dyrekcją kierownika szkoły pana Mikołaja Romankiewicza...")
  • Życie i śmierć Żydów zachodniego Wołynia 1921-1945 - Timothy Snyder ("... Ogólne przeczucie nadchodzącego końca odnotowano również na poziomie indywidualnym, w przypadkach, które ujawniają fundamentalne, być może ponadczasowe, ludzkie obawy. W tym miejscu, na skraju przepaści, po prostu stwierdzano człowieczeństwo, lub jego brak. Upchnięci w synagodze w Kowlu we wrześniu 1942 roku, w oczekiwaniu na pewną śmierć, niektórzy z pozostałych 12.000 miejskich Żydów napisali na ścianie kilka słów pożegnania, w języku polskim, jidysz i hebrajskim. Niektórzy pozostawili swoje imiona, z datą i faktem śmierci. Dwie młode dziewczyny, podpisane tylko imionami, napisały, że "tak chce się żyć, a oni na to nie pozwalają. Zemsty, zemsty". Nie podpisany tekst był mniej osobisty: "Za naszą niewinną krew, za łzy matek i dzieci. Takiej tragedii świat nigdy nie widział, drogi Boże, nie będziemy milczeć! Prosimy o zemstę." W pobliżu linijka tekstu, po prostu z nazwiskiem i datą, stwierdza, że "Bóg pomści". Inna młoda osoba starała się opisać doświadczenie oczekiwania na śmierć: "Piszę ostatni raz przed śmiercią. Jeśli ktoś przetrwa, może zapamięta los naszych braci. Jestem dziwnie spokojny, chociaż trudno jest umierać w wieku dwudziestu lat." Kobieta napisała swojemu mężowi, że "powinien przyjść do shul" aby dowiedzieć się o śmierci swojej żony i córki. Matka i ojciec prosili o odmówienie kaddish za nich, i aby obchodzić święta. Rodzic napisał, że: "Umieram, niewinny, z moim małym synkiem". Dziewczyna napisała do swojej matki: "Moja ukochana mamo! Nie było ucieczki. Przywieźli nas tu spoza getta, a teraz musimy umrzeć straszną śmiercią. Jest nam bardzo przykro, że nie jesteś z nami. Nie mogę sobie tego wybaczyć. Dziękujemy ci, mamo, za całe twoje oddanie. Całujemy cię jeszcze i jeszcze.")
  • Słowo-zbójca (o prześladowaniach Żydów przez Ukraińców) - Wasyl Rasewycz ("Na jednej z międzynarodowych konferencji znany lwowski historyk opowiedział historię swojego ojca. W czasie wojny był chłopcem, i pasł z chłopcami sąsiadów krowy. Nagle dostrzegli grupę dziwnie ubranych brodatych mężczyzn, którzy, kryjąc się za drzewami, przemieszczali się do gęstego lasu. Chłopcy z okrzykami "Żydzi!" zaczęli ich gonić. Starsi uciekli, a chłopczyka udało im się złapać i doprowadzić na policję. Małego Żyda Niemcy rozstrzelali i w tym samym miejscu niedbale zakopali. Ojciec historyka potem po cichu wspominał w rodzinnym kręgu o tym wypadku. Szczególnie zapisała mu się w pamięci dziecięca nóżka, która jeszcze długo wystawała z ziemi...")
  • Kwestia żydowska w OUN - UPA - Aleksander Djukow ("W maju 1941 roku, bezpośrednio przed niemieckim wtargnięciem w granice Związku Radzieckiego, OUN opracowała nowy plan powstania - instrukcję "Walka i działalność OUN w czasie wojny". Zgodnie z 16 punktem rozdziału "Wytyczne na pierwsze dni organizowania państwa", pryncypia polityki OUN co do stosunku do mniejszości narodowych przedstawiały się następująco..." - pisze historyk Aleksander Djukow i cytuje obszerne materiały źródłowe, m.in.: "... w dzień rzezi, 30 kwietnia 1941 roku, szef najbardziej wpływowej frakcji OUN Stepan Bandera zwrócił się do swoich stronników z nie wymagającym żadnego komentarza hasłem: "Narodzie! Wiedz! Moskwa, Polska, Węgrzy, Żydostwo to Twoi wrogowie. Niszcz ich! Lachów, Żydów, komunistów zniszcz bez miłosierdzia!".)
  • Kontrowersje wokół ekshumacji we Włodzimierzu Wołyńskim, czyli jak Ukraińcy z Niemcami Żydów mordowali - Adam Kaczyński, ROPWiM ("Co właściwie odnaleziono we Włodzimierzu? - Ku swojemu zdumieniu natrafiliśmy na masowe pochówki ludności żydowskiej zamordowanej w latach 1941-1942. Wyniki wcześniejszych wykopalisk oraz dostępne źródła historyczne wskazywały, iż na terenie grodziska powinny znajdować się jedynie pochówki ofiar NKWD, jednakże zawartość jam grobowych, sposób ułożenia zwłok oraz ogromna ilość kobiet i dzieci jednoznacznie wskazywała na to, iż mamy do czynienia z ofiarami holocaustu. Wyniki prac archeologicznych znalazły swoje potwierdzenie w źródłach historycznych. (...) Starano się podważyć wiarygodność polskich archeologów oraz zakwestionować wyniki ich badań. W przypadku Włodzimierza Wołyńskiego mamy do czynienia z klasycznym schematem wzorującym się na zasadzie, że jeżeli fakty nie pasują do konkretnej wizji historii, to tym gorzej dla faktów..." - opowiada Adam Kaczyński z Wydziału Zagranicznego Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa.)
  • Styczeń 2014

  • Bilans zbrodni - Ewa Siemaszko ("Działająca na terenie II Rzeczypospolitej od roku 1929 nielegalna Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów, zgodnie ze swym programem, którego głównym celem było stworzenie niezależnego państwa - "Ukrainy dla Ukraińców" - w momencie międzynarodowego konfliktu zamierzała wystąpić z akcją zbrojną przeciw państwu polskiemu. W drugiej połowie lat trzydziestych OUN nasiliła przygotowania organizacyjne, propagandowe i bojowe. Plany walki o niepodległą Ukrainę OUN urzeczywistniła podczas II wojny światowej, jednakże w stosunkach: Polacy - Ukraińcy nie była to walka w ścisłym tego słowa znaczeniu...")
  • Czas nie zagoił ran - o książce Alfa Soczyńskiego "Krew i ogień" pisze Jan Stanisław Jeż ("Książka podzielona została na kilkadziesiąt zatytułowanych opowieści uszeregowanych w prolog i pięć części obrazujących kolejne etapy losu Polaków na Wołyniu. Część pierwsza "Ostatnie lato w raju" pokazuje tę porę roku na wołyńskiej wsi. W części drugiej "Chleb przez radio" autor przedstawia sceny z wkroczenia Rosjan na tereny wschodnie po 17 września 1939 roku, część trzecia "Krzyżackie obyczaje" to opis wkroczenia Niemców w czerwcu 1941 roku. Część czwarta, chyba najważniejsza w strukturze dzieła, "Krew i ogień", to krwawe obrazy z apogeum zbrodni ludobójstwa w latach 1943-1944. Część piąta "Złota kaczka", której fabuła stanowi jakby epilog książki, pokazuje wiele interesujących miejsc Wrocławia i Wołynia, rozgrywa się w czasach współczesnych.")
  • Ukraiński sojusznik Polski w wojnie 1920 roku. Walka oddziałów Ukraińskiej Republiki Ludowej u boku Wojska Polskiego i ich dalsze losy - Zbigniew Karpus ("... Rokowania polsko-ukraińskie weszły w decydującą fazę wraz z przybyciem 7 grudnia 1919 r. do Warszawy - na zaproszenie Wodza Naczelnego Józefa Piłsudskiego - Głównego Atamana URL, Symona Petlury. Trwały one jednak jeszcze kilka miesięcy i ostatecznie umowa polityczna regulująca stosunki Polski z URL została podpisana 21 kwietnia 1920 r. w Warszawie. Strona polska oficjalnie uznawała w niej rząd URL z Petlurą na czele oraz zobowiązywała się do udzielenia pomocy przy formowaniu na własnym terytorium oddziałów ukraińskich. Ukraińcy ze swej strony akceptowali natomiast rzekę Zbrucz jako wspólną granicę. Trzy dni później, 24 kwietnia, podpisano także konwencję wojskową, która stanowiła integralną część układu politycznego. Składała się ona z siedemnastu punktów, które określały warunki prowadzenia przyszłych planowanych działań militarnych na Ukrainie...").
  • 50 lat temu zginął Józef Franczak "Lalek", ostatni partyzant Rzeczypospolitej - Waldemar Kowalski ("21 października 1963 r. w Majdanie Kozic Górnych na Lubelszczyźnie od kul ZOMO zginął Józef Franczak ps. Lalek, sierżant WP, żołnierz ZWZ-AK. Franczak, działający przez 24 lata w konspiracji - to ostatni "Żołnierz Wyklęty", który poległ z bronią w ręku. Podziemie antykomunistyczne nie zrezygnowało z walki o niepodległe państwo nawet po nastaniu w 1956 r. tzw. odwilży gomułkowskiej. Wśród żołnierzy podziemia antykomunistycznego i niepodległościowego był Józef Franczak. "Wierzył, że doczeka wolnej Polski. Takich jak on, ukrywających się, było wtedy w Polsce kilkunastu. Ich schwytanie zajęło komunistom kolejne kilka lat" - pisze o Franczaku Joanna Wieliczka-Szarkowa w książce "Żołnierze Wyklęci". Nazywany "Lalkiem" lub "Lalusiem", ze względu na nienaganną prezencję, Franczak urodził się 25 maja 1918 r. w Kozicach Górnych na Lubelszczyźnie. Przed wojną ukończył Szkołę Podoficerską Żandarmerii w Grudziądzu, po czym przeszedł do służby w Plutonie Żandarmerii w Równem na Wołyniu...")
  • Grudzień 2013

  • Powrót nad Czeremosz - Edward Łysiak ("Kwiecień 1944 r. W galicyjskich Kutach schroniły się przed UPA setki ludzi z okolicznych wsi. Wśród nich moja mama. Ale UPA wkracza do miasteczka i zaczyna eksterminację Polaków i Ormian. W ciągu dwóch dni zabiją 200 osób. Wasiuta Nargan, 20-letnia Ukrainka z Rybna, odnajduje mamę, przebiera ją w ukraiński strój ludowy i wyprowadza z Kut. Wieczór, 10 listopada 1944 r. Zaroślami nad Czeremoszem zbliżają się do Rybna dwie sotnie UPA, wzmocnione Hucułami z górskich wiosek. Kilkuset mężczyzn zbrojnych w noże, siekiery i widły idzie "oczyszczać ukraińską ziemię z cużyńców". W Rybnie "cużyńcami" jest niespełna setka Polaków, głównie kobiet, dzieci i starszych, mieszkających wśród półtora tysiąca Ukraińców. Są między nimi moja mama i babcia. W ich pamięci utkwiły nie dziesiątki przeżytych wśród Ukraińców lat, lecz ten jeden wieczór...")
  • 1341 sprawiedliwych - Agata Kaźmierska ("Leon Karłowicz w książce "Ludobójcy i ludzie. Sąsiedzi" pisze: "Na początku października 1943 r. Polak, ukrywający się w lesie po wymordowaniu jego rodziny wpadł w ręce upowców. Chcieli go powiesić, jednak nie dopuścili do tego miejscowi Ukraińcy, jego dawni sąsiedzi (ze wsi Połapy - red.) "Pochwycili do rąk kołki, kłonice z wozów, co kto miał i w groźnej postawie oświadczyli, że nie pozwolą na jeszcze jeden mord. - To przez was to wszystko! - krzyczeli (...) To ma być taka Ukraina? Porozbijamy łby wszystkim, jeśli stąd zaraz nie odjedziecie! Krzyczały kobiety, mężczyźni, a że upowców było niewielu, dali za wygraną. Jeden z gospodarzy ukraińskich odprowadził Polaka na bok i pokazał mu widniejące w dali zarośla. - Tam poszli wasi. Może ich jeszcze dogonisz. Idź, nic ci nie grozi. My sobie tu z nimi poradzimy". Polak ocalał." (...) Relacja Władysława Bilińskiego: "(...) ciągle nasuwa mi się pytanie, na które dotychczas nie otrzymałem odpowiedzi od żyjących dziś Ukraińców. Czy ten Mirosław Kulbicki, sparaliżowany niemowa, błagający gestami rąk o darowanie życia jego 12-letniej córki, zamordowany razem z nią i z żoną zagrażał Samostijnej Ukrainie? (...) Czy zbrodnicze ludobójcze czyny przysłużyły się do sławy narodu ukraińskiego? Czy wymordowanie tylu tysięcy niewinnych ludzi przyniosło wolność i niepodległość Ukrainie? Na te pytania muszą znaleźć odwagę i odpowiedzieć sami Ukraińcy.")
  • Nie możemy się kierować emocjami - Od kilku dni jesteśmy zasypywani informacjami o wydarzeniach na Ukrainie. Jaki interes ma Polska w tym, aby zabiegać o wejście Ukrainy do struktur europejskich? - na pytanie odpowiada Andrzej Zapałowski, historyk, adiunkt Uniwersytetu Rzeszowskiego i Wyższej Szkoły Prawa i Administracji w Rzeszowie, prezes oddziału podkarpackiego Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego.
  • Listopad 2013

  • Kłamstwo o Kresach zabija drugi raz - Stanisław Srokowski ("... Ukraińscy sąsiedzi powoli zaczęli się od nas odwracać. Mój ukraiński przyjaciel, Sławko, nie chciał się już ze mną bawić, bo ja Lach. Żydowskiego przyjaciela już nie było. Wieś popękała na kawałki. Po raz pierwszy usłyszałem wtedy o straszliwym sposobie mordowania, tzw. rękawiczce. Banderowcy nacinali ofiarom koło łokcia skórę i ściągali ją jak z królika, suszyli i robili rękawiczki, a potem szli do swoich dowódców i chełpili się. A chyba najokrutniejszy obraz do dziś poraża mój umysł i mówi o niewyobrażalnym barbarzyństwie morderców. Gdy polska rodzina zasiadała do stołu, by zjeść, wpadli banderowcy i ścięli siekierami głowy gospodarza i jego dzieci, umieścili je na talerzach, a obłąkanej ze strachu kobiecie kazali spożywać posiłek. (...) W dawnym województwie szczecińskim niedługo po wojnie chłopi poszli na bazar. Tam jeden z nich zauważył znajomą twarz. Podszedł do człowieka i powiedział mu: znam cię. To był banderowiec. Szybko zniknął. Po pół roku zniknął i ten, który go poznał. Drugi przypadek zdarzył się w Opolu. Dwaj bracia rozpoznali na ulicy mordercę swojej rodziny. Poszli na milicję i powiadomili o zbrodniarzu. Okazało się, że on, pod zmienionym, polskim nazwiskiem pracuje w UB, więc nic nie wskórali. Wtedy sami wymierzyli mu sprawiedliwość. Zostali skazani na długoletnie więzienie. A ilu innych banderowców ukrywało się w Polsce! Zmieniali nazwiska i żyli tutaj, być może nadal żyją. I jak się ludzie nie mają bać, szczególnie przy znanej postawie polskich władz...")
  • Syn dowódcy UPA: Wołyń nie był ludobójstwem. A mój ojciec chciałby pojednania polsko-ukraińskiego - Jurij Szuchewycz ("Mój ojciec byłby dzisiaj zwolennikiem pojednania polsko-ukraińskiego - twierdzi syn naczelnego dowódcy UPA Jurij Szuchewycz. Oddziały jego ojca Romana Szuchewycza w czasie wojny dokonały masowych mordów na polskiej ludności na Wołyniu. - Nie zgadzam się z tym, że to było ludobójstwo, natomiast obie strony, polska i ukraińska dopuściły się zbrodni wojennych - oponuje młody Szuchewycz. - Dziś całą winę składa się na barki Ukraińców, a to nie było tak - dowodzi. Jako dowódca UPA Roman Szuchewycz ponosi odpowiedzialność za masowe mordy polskiej ludności cywilnej na Kresach Wschodnich. Szacuje się, że zamordowano tam ok. 100 tys. Polaków. Szuchewycz dowodził UPA do swojej śmierci, zginął w 1950 r. otoczony przez wojska NKWD pod Lwowem...")
  • Pamięć, którą dziedziczą pokolenia - Bogusław Chrabota ("Jest w Kijowie pewna szczególna rzeźba. To przyciskające do piersi kawałek chleba straszliwie wychudzone dziecko. Dziewczynka, której wielkie oczy i wykrzywione w dół usta są niemym wyrazem bólu i nieszczęścia. W niewielkiej odległości za nią okazały pomnik - mauzoleum ofiar wielkiego głodu z lat trzydziestych. To tam wędrują wszystkie oficjalne delegacje, tam składają kwiaty i wieńce, wielcy i mali tego świata wygłaszają mowy. Ale wszyscy, chcąc czy nie, muszą przejść obok dziewczynki...")
  • Polskie groby na cmentarzach wojennych z lat 1914-1918 ("W Polsce znajduje się 970 cmentarzy wojennych z lat I wojny światowej, na których spoczywają żołnierze armii austriackiej, niemieckiej i rosyjskiej. Ok. 18% z nich posiada polskie nazwiska. "Nie powinniśmy przechodzić obok tych mogił obojętnie - zbyt wiele na nich polskich nazwisk. Nie powinna przesłaniać nam wzroku obcojęzyczna pisownia lub nazwy austriackich, pruskich czy rosyjskich regimentów. Żołnierzom tym należy się nie mniejsza cześć i pamięć niż tym, którzy polegli na polach walk II wojny światowej - ginęli bowiem w obcych mundurach, siłą wcieleni do armii trzech państw zaborczych. Ginęli często z rąk rodaka w mundurze wrogiej armii" - pisał Oktawian Duda w książce "Cmentarze I Wojny Światowej w Galicji Zachodniej".")
  • Październik 2013

  • Wołyń: dlaczego? - Andrzej Zięba ("Już kilka pokoleń historyków koncentruje się na udowadnianiu, że do ludobójstwa doszło, bo spowodowała je historia, kultura, polityka i samo istnienie ofiar. To samo od dawna twierdzili sprawcy. Gdyby podmienić wypowiedzi czołowych ideologów nacjonalizmu ukraińskiego i teksty niektórych historyków, mało kto by się zorientował, czyjego są autorstwa. Wyjaśnienie przyczyn tego, co zaczęło się w 1943 r. na Wołyniu, stało się swoistą pułapką. Jedni wpadają w nią niechcący, drudzy świadomie. Ludobójstwo uzyskuje tą drogą najskuteczniejsze i przerażające w swej wymowie usprawiedliwienie...")
  • Wielka ciemność spowiła Kresy - Stanisław Srokowski ("Ocalałem w katastrofie, która pogrążyła w śmierci setki tysięcy Polaków. I bardzo silnie odcisnęła się w mojej psychice, w pojmowaniu świata. Jako dziecko musiałem sobie radzić ze strachem i potworami wyobraźni. Miałem wtedy siedem, osiem lat. Świat zbrodni i barbarzyństwa utkwił w pamięci jako senny koszmar i trwa do dziś. (...) Hnilcze, województwo Tarnopol. Pierwsza większa fala mordów nadeszła w 1943 roku z Wołynia. Wtedy nasza wiejska społeczność żyła jeszcze w zgodzie. Mieliśmy cerkiew, kościół, żydowską bożnicę, Dom Ludowy, a w wielu zagrodach książki. Mieszkali Żydzi, Polacy i Ukraińcy. Mówiliśmy trzema językami. Powstawały mieszane małżeństwa. Całe Kresy stanowiły bogate, wielokulurowe społeczeństwo. Nie odczuwałem żadnej niechęci do innych nacji. (...) Jest takie moje opowiadanie "Nauczycielka i uczniowie", w którym Polka ucząca ukraińską młodzież nie może zrozumieć, jak pojęcia moralne, które wpajała studentom, rozsypują się w proch i pył. Jej najlepsi uczniowie w najstraszniejszy sposób zabijają swoją ukraińską koleżankę, która nie chce przystać do bandy. Zawaliła się cywilizacja. Runęła kultura. Ich koleżanka kona, a oni, wykształceni, rechoczą ze śmiechu...")
  • Antypolska kampania - Ewa Siemaszko ("Obchody 70. rocznicy ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej - które odbywały się z dużym społecznym rozmachem, były obecne w polskich mediach i przez większość z nich po raz pierwszy określane jako ludobójstwo, do tego brały w nich udział władze państwowe i samorządowe - wywołały silne zdenerwowanie w nacjonalistycznych ukraińskich ugrupowaniach z partią Swoboda na czele, będącą trzecią liczącą się siłą polityczną na Ukrainie...")
  • Wrzesień 2013

  • Z wrogiem na wroga - Piotr Zychowicz ("Kim byli żołnierze AK i polscy harcerze, którzy w 1944 roku wstąpili w szeregi niszczycielskich batalionów NKWD. Kolaborantami czy bohaterami ratującymi swoje rodziny? (...) Jak wytłumaczyć fakt, że mieszkańcy Kresów - najbardziej antysowiecka część polskiego społeczeństwa - poszli na współpracę z Moskwą? Wszyscy żyjący dziś członkowie batalionów odpowiadają zgodnie: to była konieczność. Wytworzyła ją specyficzna, niewystępująca nigdzie indziej poza ziemiami południowo-wschodnimi, sytuacja. W regionie tym istniała bowiem trzecia siła. Tą trzecią siłą była Ukraińska Powstańcza Armia. - Zdejmowałem niemowlęta nabite na sztachety płotów. Widziałem ciała ludzi zamęczonych przy użyciu najbardziej wymyślnych metod. Spalonych, pokłutych widłami, z odrąbanymi kończynami i głowami. Mężczyzn, którym oderżnięto genitalia i wsadzono w usta. Kobiety, którym obcięto piersi lub żywcem wyrwano dzieci z brzuchów. Wszyscy zostali zamęczeni tylko dlatego, że byli Polakami. Między innymi wielu członków mojej rodziny - wspomina Szczepan Siekierka, który służył w Istriebitielnych Batalionach...")
  • Istriebitielne Bataliony (komentarz do artykułu "Z wrogiem na wroga") - Monika Śladewska ("Czy można pisać o Istriebitielnych Batalionach bez przypomnienia, chociażby w skrócie, o położeniu polskiej ludności Kresów Południowo-Wschodnich II RP, od momentu wybuchu II wojny światowej? Ten obszar to olbrzymie cmentarzysko, gdzie często w miejscach nieznanych spoczywa minimum 200 tys. Polaków bestialsko zamordowanych przez członków Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i jej formacje zbrojne. Pominięcie tak ważnego faktu i nieujawnienie sytuacji polityczno-militarnej zaistniałej w okresie, gdy te bataliony powstawały, oraz odpowiednio dobrany tytuł sprawia, że w artykule Piotra Zychowicza "Z wrogiem na wroga" jest więcej zamierzonego zamętu niż rzetelnego przedstawienia problemu i prawidłowej oceny ludzi w kontekście czasów, czasów zdziczenia absolutnego, w których przyszło im żyć. Tę starą maksymę słusznie przypomniał pan Mieczkowski, przewodniczący organizacji skupiającej weteranów owych batalionów...")
  • Błędy polskiej polityki nie usprawiedliwiają zbrodni wołyńskiej - Łukasz Kamiński, Prezes IPN ("Ludobójstwo jest kategorią prawną. Zbrodnia wołyńska wyczerpuje jego znamiona, zgodnie z konwencją ONZ z 1948 r. Definiuje ona ludobójstwo jako czyn "dokonany w zamiarze zniszczenia w całości lub części grup narodowych, etnicznych, rasowych lub religijnych". Jeśli ktoś chce uważać żołnierzy UPA za bohaterów, musi się najpierw zmierzyć z faktami. Nie można zignorować stu tysięcy ofiar. (...) Żadne błędy i niegodziwości polskiej polityki okresu międzywojennego nie mogą być traktowane jako usprawiedliwienie zbrodni wołyńskiej. Odpowiedzialność za masowe mordy ponoszą ich sprawcy, a nie ofiary...")
  • Sierpień 2013

  • Genocidium atrox - Ewa Siemaszko ("Dla ocalałych z rzezi Kresowian milczenie oznacza zakopywanie prawdy w jednym dole śmierci z pomordowanymi. (...) Celem zbrodni było usunięcie Polaków z tamtych terenów. Zwracają uwagę: organizacja mordów, ich przebieg, zasięg terytorialny i rozmiary oraz propagowana przy tym ideologia nawołująca do biologicznego wyniszczenia Polaków jako grupy narodowościowej. To wszystko niezbicie świadczy o tym, że była to zamierzona i zorganizowana akcja fizycznej eksterminacji ludności polskiej na tle narodowościowym - w świetle konwencji w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa, uchwalonej przez ONZ w grudniu 1948 r. - kwalifikowana jako ludobójstwo.")
  • "Mój dziadek zabił Twoją babcię" - Antin Borkowski ("... W sprawie zbrodni wołyńskiej sprawdzian sumienia nie został zaliczony do dzisiaj. Jak do nieba daleko do szczerego wybaczenia: "Przepraszam Cię, mój dziadek zabił Twoją babcię. Nie mogę być dumny z jego munduru. Wybacz mi w imię Chrystusa". Jeśli nie odczuwasz ciężaru zbrodni, jak prosić o przebaczenie? Pokuta nie toleruje półśrodków. Nie można wierzyć w Chrystusa do połowy. Nie można prosić o przebaczenie z figą w kieszeni. I pewnie dlatego wciąż w naszych wodach obraca się gorzki, nieodpokutowany chleb Wołynia. Nadszedł czas, aby pozwolić mu odejść...." - pisze ukraiński politolog i publicysta Antin Borkowski na łamach kwartalnika "Ji".)
  • Z Kresów do Berlina - Włodzimierz Syta ("6. Warszawski Samodzielny Zmotoryzowany Batalion Pontonowo-Mostowy był sformowany w Lebiedynie koło Sum na południowy wschód od Kijowa i składał się z Polaków, mieszkańców Wołynia i Podola. Był unikalną jak na ten czas specjalistyczną jednostką. Sprzęt przeprawowy miał rosyjski, a transport amerykański. Widocznie dowódcy rosyjscy obawiali się, że to jednorazowy przydział i z braku części amerykańskie samochody daleko nie pojadą, więc przekazali wozy polskiej jednostce. A my bez większych kłopotów technicznych dotarliśmy tymi 40 bojowymi studebackerami, jamesami i fordami od Kijowa do Berlina. (...) Nasz batalion był pierwszą polską jednostką, która walczyła w centrum stolicy Rzeszy" - wspomina komandor Henryk Leopold Kalinowski.)

    Lipiec 2013 (70-ta rocznica ludobójstwa Polaków na Wołyniu przez UPA)

  • Mord po sąsiedzku. Byli wówczas dziećmi... - Agnieszka Rybak ("My żyjemy zgodnie, nam się nic nie stanie - myślało wiele polskich rodzin przed śmiercią. Często w męczarniach... Nie wie, ile ma lat. Na pytanie o to, jak się nazywa, odpowiedzi udziela z namysłem, poprzedzając ją słowem "prawdopodobnie". Janina Kalinowska, przed zamążpójściem Sokół, ma jedynie nadzieję, że jej imię i nazwisko są prawdziwe. - Bo od kiedy rozumiałam i pamiętałam, były przy mnie - tłumaczy. Nie cierpi na amnezję. Jest jednym z dzieci cudem ocalałych z wołyńskiej rzezi. Rodziców nie pamięta. Jak przez mgłę kojarzy jedynie moment, kiedy już nie żyli. - Leżę już w łóżku i są ze mną. Moja mama i tata. Następny obraz - kiedy się wyczołguję spod trupa mamy. Otwieram oczy i widzę nad sobą łunę. Nie wiem, gdzie jestem...")
  • Przesłanie do młodego pokolenia Polaków - Jan Niewiński, Przewodniczący Kresowego Ruchu Patriotycznego ("... Ze szczególnym okrucieństwem mordowano małżeństwa mieszane. Dla zachowania czystości ukraińskiej krwi, zmuszano pod groźbą męczeńskiej śmierci, aby współmałżonek ukraiński własnoręcznie mordował żonę i córkę, a syn Ukrainiec - matkę i siostrę (religię i narodowość dziedziczyło się: syn po ojcu, córka po matce). My, Kresowianie, już nieliczni świadkowie banderowskiego ludobójstwa i zagłady Kresów Wschodnich Rzeczypospolitej Polskiej, w dniu bolesnej 70. rocznicy oddajemy cześć i hołd ponad 280 tysiącom obywateli polskich, w większości kobiet, dzieci i starców. W tej liczbie ujęto 80 tysięcy Ukraińców, zamordowanych przez ounowsko-upowską Służbę Bezpeki za odmowę udziału w zbrodni bądź udzielanie pomocy polskim sąsiadom, jak i tych, którzy odrzucali faszystowską ideologię integralnego nacjonalizmu ukraińskiego. W sztafecie pokoleń, u kresu naszego życia, przekazujemy Wam, droga młodzieży, nasz historyczny depozyt dziedzictwa kulturowego Kresów, nasze doświadczenia i wiedzę. Obyście wyprowadzili z tego właściwe wnioski, zwłaszcza w obliczu odradzającego się i rosnącego w siłę faszyzmu, nazizmu i ukraińskiego integralnego nacjonalizmu na Ukrainie i w innych miejscach Europy. To właśnie Wasza przyszłość jest poważnie zagrożona...")
  • Zapomniane ludobójstwo - Piotr Zychowicz ("... Do pomagania mordowanym Polakom - jest to rzecz wyjątkowo przykra - nie paliło się również Polskie Państwo Podziemne. Gehenna rodaków z dalekiego, prowincjonalnego Wołynia niespecjalnie interesowała oficerów z warszawskiej Komendy Głównej AK zajętych organizowaniem powstania. Mimo błagalnych próśb na Wołyń przysłano jedynie grupę oficerów oraz jedną kompanię złożoną z kilkudziesięciu ludzi. Nastąpiło to jednak w marcu 1944 r., a więc blisko rok po apogeum mordów...")
  • Wołyń - anatomia niepamięci - Rafał Ziemkiewicz ("Pamięć rzezi wołyńskich to wciąż czarna dziura. Kultywowana przez ostatnich, wymierających ocalonych, przez ich rodziny, bardzo powoli odwojowywana przez opozycyjne media i uparcie wypierana przez elity oraz władze III RP, które najzwyczajniej się jej boją...")

    Czerwiec 2013

  • Bez dzieciństwa - Janina Stopyra-Gawrońska ("Łopuszna, której nie ma nawet na mapie, mała, urocza i spokojna wieś położona nad rzeczką bez nazwy, wśród pagórków porosłych tu i ówdzie drzewami i krzewami - taki pejzaż zapamiętałam z lat wczesnego dzieciństwa. Moja rodzinna wieś leży poza granicami kraju, w powiecie Bóbrka, około trzydziestu kilometrów na południe od Lwowa. Tragiczne wypadki roku 1943 wypędziły mnie z niej na zawsze. Pozostała jednak tą ukochaną i jedyną, do której zawsze chciałam wrócić, choćby po to, by wypłakać się za wszystkim tu utraconym...")
  • Mity wołyńskie i manowce uczonych piszących o wydarzeniach na Wołyniu w 1943 roku (część I) - Mieczysław Samborski ("Od dłuższego czasu w dyskusji naukowej i publicystycznej o tzw. wydarzeniach wołyńskich w 1943 r. nie pojawiają się żadne nowe elementy. Mimo, iż mamy większy dostęp do archiwów, nie możemy wyjść poza pewien kanon argumentów. Są one stale powtarzane i przystosowywane dla bieżących potrzeb politycznych przez biorących w niej udział...")
  • Mity wołyńskie i manowce uczonych piszących o wydarzeniach na Wołyniu w 1943 roku (część II) - Mieczysław Samborski ("Kwestia istnienia tego jednego i jedynego rozkazu o wymordowaniu ludności polskiej na Wołyniu. W kryminalistyce jest stosowana zasada "nie ma zwłok, nie ma zbrodni". I chyba, ktoś wychodząc z tego założenia skierował uwagę naukowców na poszukiwanie w archiwach tego mitycznego rozkazu i na kwestię problemów z jego ujawnieniem. I najlepiej gdyby był podpisany przez Szuchewycza lub/i Klaczkiwskiego. Już, już "znajdowano" go w tzw. archiwum Łebedzia. Obecnie jest ono w Centrum Badania Ruchu Wyzwoleńczego we Lwowie i nadal czekamy? Na co? Strona polska ze względu na niejednoznaczną procedurę korzystania z niego, niestety nie ma szerszego dostępu tego archiwum. Ale, uważam, iż dziwnym byłby fakt istnienia i podpisania takiego rozkazu. Nikt, o zdrowym umyśle, nie pozostawiłby po sobie takiego dowodu zbrodni. Ten problem przypomina "dokumentowanie" holocaustu na Żydach przez hitlerowców. Też nie ma rozkazu podpisanego przez Hitlera...")
  • Strach przed świadkami Wołynia - Jan Żaryn ("...Pewne kręgi intelektualne próbują w sposób fatalny dla polskiej racji stanu uzależniać dzisiejsze dobre relacje polsko-ukraińskie od przekłamania dziejów II wojny światowej w aspekcie relacji polsko-ukraińskich. Tworzy się atmosferę, w której mówienie prawdy o historii relacji polsko-ukraińskich utrudnia przyjaźń z punktu widzenia wspólnych interesów politycznych. Trzeba ewidentnie dawać stronie ukraińskiej do zrozumienia, że historia, jaka była, taka była i będziemy o niej mówić niezależnie od dobrego samopoczucia naszych współczesnych przyjaciół politycznych (...). Nie może strona ukraińska żądać, byśmy sami sobie niszczyli tożsamość narodową tylko dlatego, że komuś z zewnątrz to przeszkadza. Trudno sobie wyobrazić, by np. narodowi żydowskiemu ktoś odmówił prawa do pamiętania o tragicznej przeszłości. Gorzej, że wśród Polaków pojawiają się tacy, którzy tego prawa innym Polakom odmawiają...")
  • Maj 2013

  • To UPA ponosi winę (w sprawie operacji "Wisła") - Ewa Siemaszko ("Czy chcemy, aby opinia na świecie uznała, że to Polacy dokonali zbrodni na Ukraińcach - takiej samej, jakiej ofiarą padli na Kresach?" O operacji "Wisła" z Ewą Siemaszko rozmawia Tomasz Stańczyk: "Przesiedlenia były koniecznością wywołaną działalnością UPA. Przez dwa powojenne lata państwo nie radziło sobie z tym problemem. A żaden kraj nie może się godzić na istnienie irredenty i na kwestionowanie przez nią granic, bez względu na to, czy jest to państwo komunistyczne, czy o jakimkolwiek innym ustroju. Gdyby powojenne państwo polskie było kontynuacją II Rzeczypospolitej, może nawet wcześniej przystąpiłoby do radykalnych rozwiązań. (...) Znaczna część ludności ukraińskiej była sterroryzowana przez UPA, zmuszana do wszelkich usług na jej rzecz: zaopatrywania w żywność, odzież i inne środki niezbędne do działania bojówek UPA, zdobywania i przekazywania informacji, ukrywania partyzantów...")
  • Wielki głód: polskie ofiary - Piotr Kościński ("Według danych ze źródeł radzieckich w wyniku wielkiego głodu z lat 1932-1933 na Ukrainie zmarło 21 tys. Polaków. Trudno powiedzieć, jaka była rzeczywista liczba ofiar. Są badacze, którzy podają na przykład 60 tys. (z około pół miliona). (...) Stanisława Kajgorodowa: Mieszkaliśmy we wsi Pogoriła w obwodzie winnickim, zamieszkanej głównie przez Polaków. Głód był okropny. Pierwszy zmarł dziadek. My, dzieci, byłyśmy spuchnięte od niedożywienia. Bracia poumierali, ja przetrwałam cudem. Czego ja nie jadłam: i żaby, i psy, i koty, i ptaki, osty, burzany. Martwi byli wszędzie: na drogach, na podwórzach. Zmarłych zbierali i wywozili za wieś. Tam do głębokiego dołu wrzucano trupy. Bez trumien, bez obrządków...")
  • Polacy uznali to za czwarty rozbiór - Renata Wróbel ("9 lutego 1918 r. w Brześciu nad Bugiem, państwa centralne podpisały traktat pokojowy z Ukraińską Republiką Ludową (URL), włączając do niej Chełmszczyznę i część Podlasia. Tajna klauzula układu przewidywała przekazanie państwu ukraińskiemu części Galicji i Bukowiny. (...) Po podpisaniu traktatu ludność polska wszystkich trzech zaborów zbojkotowała jego postanowienia, uznając układ państw centralnych z URL za czwarty rozbiór Polski...")
  • A ja tylko o ranach i bliznach - Magdalena Michalska ("Historia Polski wielu wydaje się dziś tematem nudnym, nieopłacalnym. Panuje przekonanie, że nie można w sposób ciekawy, mądry i głęboki opowiadać o wydarzeniach minionych dni. Kłam tej tezie zadają teksty piosenek zebrane na najnowszej płycie Lecha Makowieckiego...")
  • Kwiecień 2013

  • Moje dzieciństwo na Wołyniu - Beata Kisiel Lubichowa; tekst nadesłany do redakcji serwisu "Wołyń naszych przodków..." ("Wołyń, to dla mnie kraj szczęśliwych lat dziecinnych. Przeżywałam je w czasach, kiedy społeczeństwo polskie, a może również społeczeństwa innych narodowości miały autorytety, które pielęgnowały. Kultywowano również wartości dzisiaj pomijane, a nawet wyszydzane. Zwały się: Bóg, Honor, Ojczyzna. (...) Rodziny opierały się najczęściej na autorytecie ojca i matki, następnie dziadków, starszego rodzeństwa, w szczególności braci, i członków rodziny zasługujących na szacunek. Niewątpliwym autorytetem cieszyła się szkoła...")
  • Zapomnij o Kresach - Lucyna Kulińska ("Wiedza Polaków o dawnych wschodnich województwach Rzeczypospolitej jest dzisiaj nikła. Obco i abstrakcyjnie brzmi samo słowo "Kresy". Wraz z ostatnimi odchodzącymi z tego świata ich mieszkańcami umiera w Polsce zaniedbywana przez polityków i większość intelektualistów pamięć o tych ziemiach...")
  • Najpierw był Wołyń - Krzysztof Wasilewski ("9 lutego 1943 r. bestialski mord na mieszkańcach Parośli rozpoczął masowe rzezie na Kresach Wschodnich. (...) Na początku 1943 roku kierownictwo Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) zawyrokowało: "Jeśli chodzi o sprawę polską, to nie jest to zagadnienie wojskowe, tylko mniejszościowe. Rozwiążemy je tak, jak Hitler sprawę żydowską...")
  • Róże w Horodle - ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski ("Tuż nad wschodnią granicą, kilkanaście kilometrów od Hrubieszowa, leży historyczna miejscowość Horodło. Kiedyś było to bardzo gwarne miasto, dziś – niewielka i senna wieś. Zapisała się ona w historii przede wszystkim jako miejsce, w którym w 1413 r. za czasów króla Władysława Jagiełły zawarta została unia polsko-litewska, decydująca o dalszych losach narodów wchodzących w skład Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego...")
  • Marzec 2013

  • Zbrodnie przed ołtarzem - Ewa Siemaszko ("Dobrze zaplanowane napady na kościoły, wypełnione wiernymi zgromadzonymi na nabożeństwach, wynikały z dążenia do usprawnienia ludobójczej akcji, do szybszego i z mniejszym wysiłkiem wymordowania jak największej liczby Polaków...")
  • Tragiczne ślady historii - Andrzej Przewoźnik (1963-2010) ("Nie zabliźniły się też do końca rany w ludzkich sercach, a pamięć tych, którzy przeżyli "czerwone noce" na Wołyniu i Podolu, przywołuje obrazy grozy i śmierci, słuch - krzyki mordowanych...")
  • Syn komendanta UPA - Paweł Reszka ("Do ociemniałego starszego człowieka poszedłem z dwóch powodów. Chciałem poznać kogoś, kto przesiedział 38 lat w sowieckich łagrach i się nie załamał oraz dowiedzieć się, co syn ostatniego komendanta UPA myśli o mordowaniu Polaków...")
  • Wstyd Wołyński - Jerzy Domański ("Tego nie da się pojąć zwykłą miarą ocen. To, co 70 lat temu działo się na kresach Rzeczypospolitej, należy do najokrutniejszych wydarzeń w historii całej ludzkości. Co do tego jest zgoda wśród znających historię. Ci, którzy cokolwiek wiedzą o ludobójstwie na Wołyniu, są nim głęboko poruszeni...")
  • Morderca upudrowany - Stanisław Srokowski, recenzja książki "Bandera - terrorysta z Galicji" Wiesława Romanowskiego ("Kim był Bandera? Symbolem zbrodni i okrucieństwa, wyrachowanym, zimnym i bezwzględnym mordercą, czy też nieudolnym przywódcą Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów? Właśnie ukazała się nowa biografia, poświęcona tej postaci, a autor, Wiesław Romanowski, chce nas przekonać, że przesadzamy z tym Banderą. Wcale nie był takim potworem, jak go rysuje polska historiografia...")
  • Luty 2013

  • Poeta nieznany - Anna Kamieńska ("Poeta nieznany - można by przez analogię zastosować to pojęcie do wielu młodych poetów, którzy zginęli na frontach, w obozach, w partyzantce drugiej wojny światowej i nie zdążyli się rozwinąć. Z pewnością było ich wielu. Więcej niż znamy z nazwiska. Wiele rękopisów po walizkach, po szufladach matek, żon i przyjaciół. (...) Przywróćmy mu imię, poecie bez książki i bez mogiły. Niech nazywa się Zygmunt Rumel...").
  • Pamięć - drogą do wyzwolenia - wstrząsające wspomnienia Stefanii Szal z napadu bandy UPA na wieś Korytniki 26 października 1945 r. (nadesłane do redakcji serwisu "Wołyń naszych przodków")
  • Ukraińcy, którzy ratowali Polaków - Piotr Zychowicz (m.in. wypowiedź biskupa Jana Bagińskiego, który jako 11-letni chłopiec uratowany został z rzezi wołyńskiej w 1943 roku przez Ukraińca Makara Najstruka).
  • Nie milczeć o Wołyniu - Piotr Zychowicz ("Ukraińcy ostrzeliwali świątynię, przez okna wrzucali granaty, wreszcie ją podpalili" - mówi Maciej Wojciechowski, filmowiec dokumentalista, współautor filmu "Było sobie miasteczko".)
  • Styczeń 2013

  • Legioniści powstrzymują Rosjan na Wołyniu (1915-1916) - Adam Kaczyński ("Rozpoczęta wiosną 1915 roku ofensywa państw centralnych na Lubelszczyźnie przynosiła kolejne sukcesy, zmuszając Rosjan do cofania się coraz bardziej na wschód. Wykorzystując dobrą passę, dowództwo austriackie postanowiło siłami 1. i 4. armii wykonać uderzenie w kierunku Łucka...")
  • Ukraina powinna więcej rozmawiać o Wołyniu - wywiad z prof. Ihorem Iliuszynem, doktorem nauk historycznych, szefem Katedry Stosunków Międzynarodowych Kijowskiego Uniwersytetu Slawistycznego.
  • Wygrażali, że ani jednego Polaka nie wypuszczą żywego, tylko wszystkich wymordują... - wspomnienia Romana Pełki z kolonii Borówka, gm. Deraźne, pow. Kostopol.
  • Jak Kraszewski żegnał się z Wołyniem - Krzysztof Masłoń ("Józef Ignacy Kraszewski, pisarz niestrudzony, niewypuszczający - zda się - pióra z ręki, uprawiał wszystkie chyba gatunki literackie, pisując także, o czym się raczej nie pamięta - wiersze...")
  • Grudzień 2012

  • Najpiękniejsze polskie kolędy i pastorałki - teksty kolęd oraz podkłady muzyczne w formie plików midi (zagadka: jaka kolęda była śpiewana w czasie okupacji zamiast zakazanego hymnu polskiego?).
  • Przemilczana zbrodnia ludobójstwa - Lucyna Kulińska ("...Dotychczas żadna z polskich wyższych uczelni nie podjęła oficjalnie tego tematu. Mówimy tu o dziesiątkach instytutów historii działających obecnie w Polsce. Naukowcy, którzy starają się badać to zagadnienie, muszą liczyć się z dużymi problemami. Jest paradoksem, że najcenniejsze opracowania, które napisano o ludobójstwie na Kresach, powstały poza obiegiem naukowym...")
  • Katyń - nowa karta - Wacław Radziwinowicz ("Wiemy, kiedy i "za co" NKWD wyłapało i zabiło 350 Polaków w obwodzie rowieńskim jesienią 1939 roku i w pierwszych miesiącach 1940. Znamy katów..." - o Polakach z Wołynia zamordowanych przez NKWD)
  • Kult Bandery będzie dzielił Polaków i Ukraińców - Andrzej Chojnowski ("Po wojnie Bandera wciąż zajmował nieprzejednaną, antypolską postawę. Do końca uważał, że to Polska jest dla Ukrainy wrogiem numer jeden - podkreśla historyk Andrzej Chojnowski...")
  • Listopad 2012

  • Widziałam jak z wielu wagonów wyrzucali na śnieg zamarznięte na śmierć dzieci - wspomnienia Jadwigi Grusiewicz z domu Rusieckiej (Kolonia Czesnówka w pow. Horochów), nadesłane do redakcji serwisu "Wołyń naszych przodków".
  • Masakra wiernych w kaplicy w Chrynowie - wspomnienia Wiesławy Danuty Nowackiej (Kolonia Bolesławówka), nadesłane do redakcji serwisu "Wołyń naszych przodków"
  • Włodzimierz Wołyński - groby polskich ofiar NKWD - Cezary Gmyz, Paweł Bobołowicz, Wojciech Pokora ("Na terenie tzw. grodziska w Włodzimierzu Wołyńskim na Ukrainie (15 km od polskiej granicy) spoczywają szczątki tysięcy ludzi. Ekshumacja przeprowadzona 12 lat temu pozwoliła na ustalenie, że są wśród nich polscy żołnierze zgładzeni przez NKWD około 1940 roku...")
  • Bitwa narodów - ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski ("W 1944 roku w Powstaniu Warszawskim obok Polaków i Niemców walczyli także przedstawiciele innych nacji, i to zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie powstańczych barykad. Kolejna rocznica Powstania Warszawskiego jest dobrą okazją do odsłonięcia mało znanych kart jego historii, wśród których jest udział w walkach cudzoziemców...". W artykule m.in. o ukraińskim Legionie Wołyńskim dokonującym rzezi w czasie Powstania Warszawskiego).
  • Październik 2012

  • Wołyń i Sahryń - Ewa Siemaszko ("Nie można zrównywać zbrodni ludobójstwa z uprzedzaniem ataków i odwetem za zabójstwa, terror i poniżenie. Od kilku miesięcy pojawiają się w mediach zapowiedzi uroczystości odsłonięcia upamiętnień dwu krwawych wydarzeń z lat 40. ubiegłego wieku z obszaru wspólnej polsko-ukraińskiej historii - w Sahryniu koło Hrubieszowa oraz Woli Ostrowieckiej i Ostrówkach na Wołyniu...")
  • Sahryń nie był ludobójstwem - ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski ("Wydarzenia w Sahryniu były walką zbrojnych oddziałów. Miejscowość ta, zamieszkana w większości przez Ukraińców, była bazą wypadową tak dla policjantów ukraińskich na żołdzie Hitlera, jak i oddziałów UPA. Formacje te dokonywały ustawicznych zbrodni na okolicznej ludności polskiej. Chcąc chronić tę ludność, dowództwo AK postanowiło zniszczyć wrogą bazę. Ataku tego w nocy z 9 na 10 marca 1944 r. dokonał kilkusetosobowy oddział pod dowództwem por. Zenona Jachymka ps. "Wiktor"...")
  • Dzieci na Trupim Polu - Tatiana Serwetnyk, Piotr Zychowicz ("Archeolodzy odnaleźli na Wołyniu mogiły z ciałami 500 Polaków. To ofiary makabrycznej zbrodni UPA. - Ułożyli nas rzędami na ziemi i przestawili pepesze na ogień pojedynczy. Najpierw leżała moja ciocia, potem mama i ja. Mama mnie objęła. Usłyszałem strzał, potem następny. Mama zacharczała i jej ręka nagle stężała. Moją głowę i kark ochlapała jej krew...")
  • Lwowska noc - recenzja książki Wiesława Helaka (Wyd. Trio, Warszawa 2012). Jest to pierwsza na polskim rynku powieść o Lwowie, której akcja toczy się w latach 1939-1946. Przedstawia tragiczne dzieje rodziny polskiego nauczyciela z Kresów Wschodnich, Józefa Sztendera, jego żony Marii i ich dzieci, których życie burzy istniejący konflikt polsko-ukraiński podsycany przez bolszewików i hitlerowców.
  • Chłopów bili po twarzy - Daniel Beauvois, autor książki "Trójkąt ukraiński. Szlachta, carat i lud na Wołyniu, Podolu i Kijowszczyźnie 1793-1914" ("W odrodzonej, wolnej Polsce warto by się zdobyć na rozliczenie także własnej historii, poznanie prawdy o roli polskiej kultury - nic nie ujmując z jej zasług - na wieloetnicznych ziemiach I Rzeczypospolitej. Zamiast tego przedstawia się najczęściej kresy jako utracony raj, gdzie wszystkie narody żyły w idyllicznej zgodzie. Pisze się o misji cywilizacyjnej Polaków i dobrotliwych polskich dziedziczkach, które w czasie epidemii leczyły ukraińskich czy białoruskich chłopów...")
  • Wrzesień 2012

  • Wołyń moich przodków - dawne tradycje - Bolesław Szpryngiel; tekst nadesłany do redakcji serwisu "Wołyń naszych przodków..." ("...Tradycja przejawiała się tu w obyczajach i zwyczajach, języku, kuchni, sposobie odżywiania, używaniu sprzętów i narzędzi do uprawy roli, sposobie prowadzenia gospodarstw rolnych i domowych itd. Wynikało to z różnych przyczyn: historycznych, narodowościowych, wyznaniowych, kulturalnych i regionalnych...")
  • Myśmy wszystko zapomnieli - Rafał Ziemkiewicz ("...Uchwała, którą pięć lat temu Sejm RP odważył się uczcić pamięć ofiar, to szczyt politycznie poprawnego bełkotu, z którego można wywnioskować tylko tyle, że jakieś bliżej niesprecyzowane ofiary zginęły wskutek tajemniczej klęski żywiołowej. W podobnym tonie utrzymane są nieliczne wystąpienia polskich przywódców (...). Jednocześnie z wielką gorliwością podchwytują nasze środowiska opiniotwórcze propagandową tezę ukraińskich nacjonalistów, iż zbrodnie miały charakter wzajemny, symetryczny i nie ma co wymierzać rozmiarów winy każdej ze stron. Jest to teza sprzeczna z faktami i tak horrendalna, jak gdyby jakiś polityk niemiecki zwracał się dziś do Żydów słowami: różnie to było między naszymi narodami, wy zadaliście naszej armii cios w plecy w czasie wojny i okradaliście nas w czasie wielkiego kryzysu, my się potem za to mściliśmy, no, może ponad miarę, ale czas już zapomnieć stare spory, podać sobie ręce i więcej do tego nie wracać. I gdyby jeszcze w tym samym czasie w Berlinie nazwano jedną z ulic imieniem Bohaterów SS, argumentując, że mimo kontrowersji związanych z tą formacją, jej żołnierze bili się za Niemcy bardzo dzielnie...")
  • UPA to nie partyzanci, to bandyci - Ewa Siemaszko ("Nie można mówić o UPA bez wspominania o dokonanym przez nią ludobójstwie. Jej antysowieckie dokonania nie zmywają z niej winy za zbrodnie popełnione na Polakach - przekonuje badaczka stosunków polsko-ukraińskich Ewa Siemaszko...")
  • Nieukarani zbrodniarze - Dieter Schenk (m.in. o przygotowaniu przez ukraińskich studentów listy polskich profesorów we Lwowie, aresztowanych następnie i zamordowanych przez hitlerowców 4-ego lipca 1941 roku.)
  • Sierpień 2012

  • Zabili nas w Wigilię - Lucyna Kulińska ("Trudno zrozumieć zbrodnię popełnioną w podolskiej wsi Ihrowica 24 grudnia 1944 roku. Dlaczego do polskich domów podczas wigilijnej wieczerzy wdarli się nagle zbrojni banderowcy z OUN-UPA i okoliczni ukraińscy chłopi, mordując, rabując i paląc? Czym zasłużyli sobie miejscowi Polacy na tak straszne potraktowanie? Dlaczego pod ciosami ukraińskiej siekiery zginął wyjątkowo dobry i kochający ludzi człowiek, ksiądz Stanisław Szczepankiewicz, który przez całe lata z oddaniem leczył i pielęgnował wszystkich chorych, bez względu na narodowość i wyznanie?")
  • Ojciec rozpoznał wśród oprawców dawnego parobka - Leokadia Pawłowicz ze wsi Mohylno; tekst nadesłany do redakcji serwisu "Wołyń naszych przodków..." ("Józef opowiadał nam wszystkim o wielkiej tragedii osobistej, którą przeżył naocznie, mówił tak: "Kiedy Ukraińcy napadli na nasz dom, byłem właśnie w ogrodzie. Widząc co się dzieje, ukryłem się w fasoli. Widziałem na własne oczy, jak mordowano moją żonę, dwóch synów Dyzia 10 lat i Bogusława 9 lat oraz naszą córeczkę 4 latka. Najmłodsze dziecko, zaledwie kilkutygodniowe, jeden z oprawców chwycił za nóżki i uderzył o ścianę domu, zabijając bezlitośnie...")
  • Rzezie metodą depolonizacji - Ewa Siemaszko ("Zbrodnie Ukraińców na Kresach nie były czystkami, ale ludobójstwem, ponieważ dążono do wymordowania całej ludności polskiej, a nie do jej wypędzenia...")
  • Ukraińcy ratujący Polaków - Ewa Siemaszko ("...Już w 1934 roku w nacjonalistycznym organie OUN "Surma" postulowano: "Przeciw zdradzie ze strony ludności cywilnej trzeba stosować karę śmierci, w ciężkich wypadkach zniszczyć także majątek zdrajcy. Jako odstraszający przykład dla innych, gdy wymagają tego szczególne okoliczności, trzeba zastosować karę śmierci nie tylko wobec samego zdrajcy, ale i w stosunku do całej jego rodziny. Niech zdrajcę-ojca pilnują jego własne dzieci.")
  • To było ludobójstwo - Paweł Dybicz ("Gdyby rzezi wołyńskich dokonali Rosjanie, to w każdym miasteczku byłby pomnik upamiętniający ofiary. Dotychczasowa polityka "Broń Boże nie urazić Ukraińców" właśnie ponosi klęskę. - Zbrodnie Ukraińców na Kresach nie były czystkami, ale zbrodniami ludobójstwa, ponieważ dążono do wymordowania całej ludności polskiej, a nie do jej wypędzenia. Nacjonaliści chcieli niezależnej Ukrainy, ale bez innych narodowości, przede wszystkim Polaków - podkreśla Ewa Siemaszko, współautorka fundamentalnej monografii "Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939-1945").
  • Lipiec 2012

  • Piekło polskich dzieci - Ewa Siemaszko ("Na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, gdzie w latach 40. członkowie OUN i UPA (banderowcy) dokonali zbrodni ludobójstwa na Polakach, prawdopodobnie jedną czwartą ofiar stanowiły dzieci. A więc blisko 30 tys. Znacznie więcej straciło część lub całą rodzinę, leczyło się z ran i do końca życia borykało się i boryka z przeżyciami, które były ponad wytrzymałość dziecięcej psychiki, a nieraz z ciężkim położeniem spowodowanym przez zbrodnie. (...) Potworność zbrodni, którą charakteryzuje tak wysoka liczba zamordowanych dzieci, jest powiększona okrucieństwem w sposobach zadawania śmierci niewinnym i bezbronnym, dopiero zaczynającym życie, istotom ludzkim. Oto kilka przykładów z Wołynia: we wsi Sytnica (pow. Łuck) dwoje dzieci Władysława i Janiny Hulkiewiczów, jedno sześcioletnie, drugie sześciomiesięczne, banderowcy żywcem zakopali; w osadzie leśnej Małuszka (pow. Kostopol) 13-letniemu Stasiowi Wojciechowskiemu zadano 19 ran kłutych i duszono go sznurkiem; we wsi Zamlicze (pow. Horochów) pięcioro dzieci Usarskich porąbano siekierami, niemowlęciu połamano wszystkie kosteczki i gnojem zatkano usta; w Wiśniowcu Nowym (pow. Krzemieniec) dziecko-noworodek Antoniego i Feli Kozakowskich zostało rozbite o ścianę domu; we wsi Swinarzyn (pow. Kowel) paroletni synek Lipskich został przybity do stołu za język, a pozostałe rodzeństwo zostało wrzucone do studni; w kolonii Czmykos Janince Kotas, lat 12, znajomy Ukrainiec ze wsi Czmykos odrąbał nogi w połowie łydek, zmarła z wykrwawienia w rowie przysypana cienką warstwą ziemi...")
  • Niewygodna prawda, niechciana pamięć - Ewa Siemaszko ("Po dziesiątkach lat powojennego przemilczania ludobójstwa Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, dokonanego przez banderowską frakcję Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i stworzoną przez nią Ukraińską Powstańczą Armię, Kresowianie spodziewali się, że w III RP nastąpi odsłonięcie przed społeczeństwem wszystkich pomijanych i zakłamywanych kart naszej historii. Oczekiwania te, w odniesieniu do zbrodni katyńskiej, a także częściowo innych zbrodni sowieckich, zostały prawie spełnione, natomiast w stosunku do zbrodni nacjonalistów ukraińskich ujawnił się opór, głównie ze strony władz, środowisk politycznych, części elit opiniotwórczych, a w konsekwencji poddających się tej tendencji mediów i środowisk naukowych oraz przedstawicieli kultury...")
  • To była ucieczka przed śmiercią - Helena Popek ze wsi Wola Ostrowiecka ("O świcie okazało się, że wokół wsi jest pełno Ukraińców, którzy nie okazywali początkowo wobec nas złych zamiarów. Do wsi weszły uzbrojone w karabiny oddziały UPA. Zaczęli chodzić po domach z rozkazem, żeby wszyscy szli na zebranie do szkoły. Na placu szkolnym oddzielili kobiety i dzieci od mężczyzn, którym - jak mówili - mieli przeprowadzić badania lekarskie przed wspólną akcją zbrojną przeciwko Niemcom. Badania miały się odbywać w stodole położonej na samym końcu wsi u Strażyca, jednego z polskich gospodarzy. To był podstęp. Za stodołą był już wykopany dół i tam po kolei zabijali tych mężczyzn za pomocą siekier i innych tępych narzędzi, bez użycia broni palnej. Część kobiet i dzieci zamknięto w szkole i tam żywcem spalono, a część popędzono do lasu pod wsią Sokół, gdzie też ich zamordowano. Z około 870 mieszkańców Woli Ostrowieckiej zamordowano tego dnia prawie 570, w tym ponad 220 dzieci! Razem z zabitymi w położonych tuż obok Ostrówkach ofiar było ponad 1000...")
  • Metropolita i zbrodniarze - ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski ("Proces beatyfikacyjny Andrzeja Szeptyckiego to jedna z najbardziej kontrowersyjnych spraw w Kościele katolickim. Sprawcami ludobójstwa dokonanego na Kresach Wschodnich nie byli islamscy radykałowie czy ateiści wychowani w komunistycznym duchu, ale z dziada pradziada chrześcijanie. Ci z Wołynia należeli do Cerkwi prawosławnej; natomiast ci z Galicji do Kościoła katolickiego obrządku greckokatolickiego. Pozostawiając na potrzeby innego opracowania sprawę Cerkwi, która w tym czasie była mocno zacofana, trzeba zadać kilka pytań pod adresem bratniego obrządku katolickiego. Tym bardziej że miał on wówczas ogromny wpływ na całą mniejszość ukraińską w Polsce, a w jego duchu wychowali się najważniejsi ideolodzy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, z których część była nawet dziećmi unickich księży...")
  • Przysłowia i porzekadła w gwarze ludności polskiej Północnego Wołynia - Bolesław Szpryngiel; tekst nadesłany do redakcji serwisu "Wołyń naszych przodków..." ("W gwarze, jaką posługiwała się na co dzień ludność polska zasiedziała od wieków na ziemiach Północnego Wołynia, bez trudu można zauważyć wiele zapożyczeń z języków innych narodowości, które tu zamieszkiwały od pokoleń: Rosjan, Ukraińców, Białorusinów, Żydów, Niemców, a nawet Tatarów. Szczególnie wiele zapożyczeń przyjęto z języka ukraińskiego...")
  • Czerwiec 2012

  • Pobratymcy - Bolesław Szpryngiel; tekst nadesłany do redakcji serwisu "Wołyń naszych przodków..." ("Wiedzę o tym, że Kresy Wschodnie zamieszkiwała ludność o bardzo różnym pochodzeniu etnicznym można czerpać z bardzo bogatego piśmiennictwa historycznego, przede wszystkim polskiego, chociaż nie tylko. Żyli tu obok siebie: Rusini (Ukraińcy), Polacy, Żydzi, Czesi, Niemcy także Rosjanie, Litwini, Białorusini, nawet Ormianie i Tatarzy...")
  • Księża z Wołynia mają na rękach polską krew - ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski ("Nie ma lepszych i gorszych męczenników. (...) Ciekawe, że polski Kościół prowadzi sprawy beatyfikacyjne osób pomordowanych przez Niemców. W 1999 było 108 beatyfikowanych, teraz będzie beatyfikacja kolejnych 122. Ale wśród nich nie ma ani jednej osoby zabitej przez ukraińskich nacjonalistów ani nawet przez Armię Czerwoną. (...) Niektórzy członkowie Cerkwi prawosławnej i obrządku greckokatolickiego niestety mają krew na rękach. W Kutach nad Czeremoszem ksiądz stał na czele morderców ukraińskich. Po wojnie ten duchowny uciekł do Kanady. Wiemy, że duchowni prawosławni i greckokatoliccy święcili noże czy siekiery, którymi zabijano Polaków. Podżegali do ludobójstwa, tłumacząc, że zabicie Lacha nie jest grzechem. Warto pamiętać, że Stefan Bandera, przywódca nacjonalistów, był synem księdza greckokatolickiego...")
  • Duchowni katoliccy zamordowani w latach 1939-1946 przez nacjonalistów ukraińskich - Ewa Siemaszko
  • OUN-UPA. Formacje zbrojne - Władysław i Ewa Siemaszko; fragment książki pt. "Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939-1945" ("OUN Bandery była najliczniejszą i najsilniejszą organizacją nacjonalistyczną na Wołyniu. Szeroko rozwinięta siatka organizacyjna (tzw. sitka) obejmowała cały teren Wołynia i wszystkie ukraińskie grupy społeczne, posługiwała się przy tym rzeszą informatorów. Podczas okupacji niemieckiej ukraińscy nacjonaliści z ugrupowania OUN Bandery byli usadowieni w niemieckiej administracji i policji ukraińskiej pod nadzorem niemieckim, co wykorzystywali do swoich celów, m.in. do terroru skierowanego wobec ludności polskiej oraz do wzmacniania organizacji...")
  • Konflikt skąpany we krwi - Tomasz Stańczyk ("W polsko-ukraińskich (a także polsko-niemieckich) rozliczeniach z trudną przeszłością istnieje tendencja do uzyskania swoistej symetrii. Ma ona rzekomo ułatwić proces pojednania. Polacy cierpieli z rąk Ukraińców i Ukraińcy cierpieli z rąk Polaków. Ukraińcy mordowali Polaków i Polacy mordowali Ukraińców. Ukraińcy wypędzali Polaków i Polacy wypędzali Ukraińców...")
  • Maj 2012

  • Obrona ludności polskiej na Wołyniu przed zbrodniczymi działaniami nacjonalistów... - Ewa Siemaszko ("Od początku II wojny światowej ujawniło się, że ludność polska jest narażona nie tylko na represje kolejnych okupantów, ale także ma miejscowego czynnego wroga, tj. część społeczności ukraińskiej - mocno zaangażowanych komunistów i przede wszystkim nacjonalistów związanych lub sympatyzujących z Organizacją Ukraińskich Nacjonalistów (OUN). Zabójstwa, napady terrorystyczne i rabunkowe dokonywane przez komunistów i nacjonalistów ukraińskich miały miejsce we wrześniu 1939 r. w trakcie działań wojennych. Podczas okupacji sowieckiej w latach 1939-1941 ukraińscy aktywiści przyczyniali się do aresztowań i sporządzenia spisów osób do deportacji...")
  • Dwie legendy Stepana Bandery - Piotr Kościński, Tatiana Serwetnyk ("Przywódca ukraińskich nacjonalistów jest gloryfikowany na zachodzie kraju. Na wschodzie ciągle uznaje się go za zdrajcę i kolaboranta Hitlera...")
  • Pamięć i nadzieja - pełny tekst książki wydanej przez Stowarzyszenie "Pamięć i Nadzieja" w Chełmie w 2010 roku; autorzy poszczególnych rozdziałów: Stanisław Koszewski, Ewa Siemaszko, Leon Popek, Marta Mikulska, Lucjan Cimek, Sebastian Zygmuntowicz, Dorota Godziszewska i in.
  • 135 tortur i okrucieństw stosowanych przez terrorystów OUN-UPA na ludności polskiej Kresów Wschodnich - Aleksander Korman ("Wymienione poniżej metody tortur i okrucieństw stanowią tylko przykłady i nie obejmują pełnego zbioru, stosowanych przez terrorystów OUN-UPA metod pozbawiania życia - polskich dzieci, kobiet i mężczyzn w męczarniach. Pomysłowość tortur była nagradzana...")
  • Borys Woźnicki - Samotny obrońca zabytków - Michał Płociński ("W wypadku samochodowym pod Lwowem zginął Borys Woźnicki, ukraiński historyk sztuki, doktor honoris causa Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie i Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. (...) - Swój wielki czas miał w latach 60. i 70., kiedy uratował setki obiektów zabytkowych. Przede wszystkim elementy wyposażeń cerkiewnych i kościelnych. Nie rozdzielał tego, co polskie od tego, co ukraińskie. Dla niego liczyło się każde dziedzictwo kultury i próbował ratować wszystko, co się da - mówi prof. Jan Ostrowski, dyrektor Zamku Królewskiego na Wawelu...")
  • Kwiecień 2012

  • Od walk do ludobójstwa - Ewa Siemaszko ("W latach 1942-1946 OUN i UPA wraz z angażowanymi przez nie wiejskimi bojówkami ukraińskimi wymordowały na Wołyniu i w Galicji łącznie ok. 120 tys. Polaków, od niemowląt do starców, niszcząc przy tym kilka tysięcy polskich osiedli i kilkadziesiąt tysięcy gospodarstw...")
  • Wołyń we krwi - Ewa Siemaszko ("Pierwsze budzące niepokój napady miały miejsce na Wołyniu jeszcze w 1942 r., szczególnie w drugiej połowie roku. Ofiarami były pojedyncze osoby i rodziny. Najprawdopodobniej był to swoisty test na reakcję polską, sprawdzanie, czy Polacy mają jakąś zorganizowaną obronę. Do mordów masowych dochodziło od początku roku 1943 - w pierwszym dużym napadzie 9 lutego 1943 r. wymordowano całkowicie polską kolonię Parośla w powiecie sarneńskim. Zginęło wówczas ponad 150 osób...")
  • Pojednanie na cmentarzu - Jadwiga Nowakowska ("Kiedy w 1967 roku stanęłam po raz pierwszy od 1943 roku na Wołyniu, to ucałowałam ziemię. Przywiozłam jej grudkę i kwiaty, które zasuszyłam, żeby chociaż powąchać i przytulić do serca - mówi Zofia Szwal. - Mam tę ziemię i zapowiedziałam dzieciom, żeby włożyły ją do mojej trumny. Bo jeśli jest coś dobrego we mnie, to chyba dała mi to ta ziemia...")
  • Tamtego lata w Kisielinie - Tomasz Potkaj ("11 lipca 1943 roku Aniela Sławińska i Włodzimierz Sławosz Dębski, zamknięci w parafialnym kościele w Kisielinie, wraz z innymi mieszkańcami miasteczka przez kilkanaście godzin odpierali ataki oblegających ich oddziałów Ukraińskiej Armii Powstańczej (UPA). Obronili się. Tego dnia upowcy zamordowali jednak 86 innych mieszkańców Kisielina. 60 lat później Aniela Dębska z synem Krzesimirem i ekipą filmową Agnieszki Arnold pojechali na Wołyń, aby szukać świadków tamtych wydarzeń. Podróż ta była dla nich wstrząsem...")
  • Pojednania nie da się zbudować na kłamstwie - ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski ("Cała działalność władz ukraińskich od czasów pomarańczowej rewolucji polega na zniekształcaniu historii. Jednym z tego elementów jest gloryfikacja Ukraińskiej Powstańczej Armii. Niestety w Polsce też są siły, które wspierają ten proces...")
  • Pieśni regionalne z Wołynia - Jerzy Cechmistruk, Karol Hławiczka (red.), Stanisław Lipiński,
    Księgarnia i Drukarnia Katolicka sp. akc. (pełne wydanie śpiewnika z 1937 r.)
  • Marzec 2012

  • 1943 rok - Kąty - Stefania Sawicka z domu Macegoniuk ("Dzień 30 sierpnia 1943 r., godz. 2.00 po północy. To była niedziela. Spaliśmy tak jak zawsze. Ojciec usłyszał tragiczne strzały z karabinu coraz bliżej wioski. Obudził nas i mama mówi - "Ubierzcie sukienki, bo może trzeba będzie uciekać." (...) A nasza wioska była w okrążeniu między Ukraińcami. Ale nikt nie pomyślał, ani młode chłopaki, ani starsze ojcy o takiej tragedii zbrodniczej. Zaraz sąsiad Czuń przyszedł i mówi - "Jaśku nas te Ukraińcy wybiją." A ojciec powiada - "Stefanie, a za co? Toż i my i nasze dziady razem zżyte. I żenili się, i za kumy byli. To jest niemożliwe...")
  • Rudnia - Bolesław Szpryngiel ("Rudnia - polska kolonia położona 5 km na południe od miasteczka Kołki, gminy Kołki, powiatu łuckiego w województwie wołyńskim. Przez kolonię przepływała nieduża rzeczka Rudenka - dopływ Styru. W Rudni rzeczka ta tworzyła podwójny staw przy którym był młyn (wodny, później parowy) naleący do zubożałego ziemianina Jędrzeja Michałowskigo. (...) Rudnię zamieszkiwała głównie ludność polska, osiadła tu prawdopodobnie na początku wieku dziewiętnastego, a być może nawet wcześniej. Świadczą o tym liczne ślady wczesnego osadnictwa w postaci szlaki (żużla) w stawie, pozostałości po wytopie żelaza z rudy darniowej. Powstała tu osada później kolonia wzięła właśnie nazwę od wydobywanej i przetapianej rudy żelaza...")
  • Bezbożny nacjonalizm zrujnował więzi - Ewa Siemaszko ("- Czy to przypadek, że UPA zaatakowała Ihrowicę w Wigilię? Ewa Siemaszko: Nie. Zarówno w Boże Narodzenie, jak i w inne katolickie święta polska społeczność była mniej czujna. A co ważniejsze, wszyscy Polacy byli wówczas w domach. Dzięki temu istniała szansa, że uda się ich wszystkich zabić...")
  • Obrona ludności polskiej na Wołyniu - Ewa Siemaszko ("Wokół polskiej obrony na Wołyniu przeciwko nacjonalistom ukraińskim krąży szereg błędnych pojęć i ocen, wynikających przede wszystkim z braku analizy całości wydarzeń na Wołyniu i położenia ludności polskiej. Najczęściej spotyka się: 1) wyolbrzymianie zjawiska polskiej samoobrony; 2) traktowanie jej jako siły równoważnej napastnikom i niszczącej przeciwnika w stopniu proporcjonalnym do zadanych uprzednio strat stronie polskiej; 3) przypisywanie jej szeroko zakrojonych akcji odwetowych...")
  • Ofiary dzieli się na lepsze i gorsze - ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski ("OUN miał już przed wojną kontakty z niemieckim wywiadem. W interesie Niemiec było, by Polską targały konflikty narodowościowe, i OUN był przez Niemców do tego wykorzystywany. OUN był finansowany przez Abwehrę, nacjonaliści ukraińscy byli szkoleni przez Niemców w obozach na Śląsku i w okolicach Gdańska. Po wybuchu wojny Bandera stworzył na terenie Polski dwa bataliony Abwehry. Po wybuchu wojny z Sowietami wkroczyły one do Lwowa i dokonały straszliwego pogromu ludności żydowskiej. Zdjęcia i film z tego pogromu się zachowały i budzą dreszcz przerażenia skalą okrucieństwa. Wtedy to Bandera sprawował władzę absolutną we Lwowie...")
  • Filmy dokumentalne o wydarzeniach na Wołyniu, m.in. "Zapomniane zbrodnie na Wołyniu" (odc. 1-3), "Zbrodnia bez kary - UPA" (z cyklu "Było... nie minęło"), "Wołyń - zapis zbrodni", "Wołyńska historia opowiadana krzyżami", "Zygmunt Rumel - poeta nieznany", "Gen. Mirosław Hermaszewski" (pierwszy polski kosmonauta; uratowany w dzieciństwie z pogromu UPA na Wołyniu) i inne
  • Napoleon Orda - akwarele i rysunki z Wołynia 1872-74 ("Napoleon Orda (1807-1883) - polski rysownik, malarz, pianista i kompozytor. Jest autorem ponad tysiąca akwarel i rysunków przedstawiających zabytkowe miejsca na ziemiach polskich, stworzonych w latach 1872-1880, które są często jedynym źródłem dokumentującym wygląd setek rezydencji i innych budowli...")

    Luty 2012

  • Kresowa Księga Sprawiedliwych 1939-1945 - O Ukraińcach ratujących Polaków poddanych eksterminacji przez OUN i UPA - Romuald Niedzielko, Intytut Pamięci Narodowej, Warszawa ("Zachowani we wdzięcznej pamięci Polaków ocalonych z rzezi Ukraińcy - główni bohaterowie tej książki (ponad 1300 osób, niestety częstokroć anonimowych) zasłużyli na zaszczytne miano "sprawiedliwych" i na publiczne uhonorowanie, ponieważ z narażeniem życia, indywidualnie, a nawet całymi rodzinami, przeciwstawili się czynnie ludobójstwu. Ostrzegali przed napadem, udzielali schronienia, wskazywali drogi ucieczki, zaopatrywali w żywność i ubranie, przewozili w bezpieczne miejsce, do lekarza czy szpitala, przyjmowali pod opiekę, a nierzadko na długoletnie wychowanie sieroty po zamordowanych, odmawiali wykonania rozkazu zabicia członka własnej rodziny - np. żony lub męża - narodowości polskiej. Dzięki aktom solidarności i miłosierdzia ocalały zarówno pojedyncze osoby, jak i całe wsie...")
  • Była jeszcze ciemna noc, gdy położyli nas wszystkich twarzą do ziemi... - wspomnienia Leokadii Michaluk z d. Południewskiej z Kolonia Jasionówka, 1935-1944 ("Była jeszcze ciemna noc, gdy położyli nas wszystkich twarzą do ziemi, tuż pod oknami naszego domu. Przy mnie zakręcił się mój mały psiak, który przez chwilę był przy mnie, w tym momencie usłyszałam, jak Ukraińcy ładują broń. Nagle mój mały przyjaciel poderwał się i zaczął uciekać w stronę pobliskich krzaków, a ja instynktownie zerwałam się za nim, nawet nie wiedziałam właściwie, co ja robię. I pewnie to właśnie ta siła Boża sprawiła, że nawet kule, które Ukraińcy gęsto sypali za mną, żadna z nich mnie nie trafiła...")
  • Dwie twarze abp. Szeptyckiego - Andrzej A. Zięba ("- W jakim języku mówiła do Andrzeja Szeptyckiego jego matka? Andrzej A. Zięba: Oczywiście po polsku. Urodził się bowiem w polskiej, patriotycznej rodzinie rzymskokatolickiej. Miał nawet tytuł hrabiowski. Mieszkali w Przyłbicach w Galicji, na wschód od Przemyśla...")
  • Potomkowie Kresowiaków wstydzą się swojego pochodzenia? - Beata Łabutin ("W średnim i najmłodszym pokoleniu Kresowiaków dominuje niechęć do przyjmowania kresowej tożsamości czy wręcz ucieczka od kresowego pochodzenia, uważanego za trudny bagaż - wynika z badań naukowców Instytutu Śląskiego. - Młodzi ludzie z rodzin kresowych chcą żyć przyszłością i nie wracać do trudnej rzeczywistości ich rodziców czy dziadków. Oni naprawdę tej historii już nie chcą - mówi dr Teresa Sołdra-Gwiżdż, dyrektorka Instytutu Śląskiego kierująca pilotażową częścią socjologiczną dużego grantu pod nazwą "Przesiedleńcy z dawnych Kresów Rzeczypospolitej w strukturze demograficznej i społecznej Śląska Opolskiego w sześćdziesięcioleciu 1945-2005".)
  • Znani ludzie związani z Wołyniem (artyści, duchowni, naukowcy, politycy, sportowcy, żołnierze...)
  • Z cyklu "Piosenki i pieśni kresowe" - My, Pierwsza Brygada
  • Z cyklu "Piosenki i pieśni kresowe" - Szczepko i Tońko - Jerzy Janicki
  • Styczeń 2012

  • Martyrologia polskich dzieci na Kresach RP 1942-1945 - Lucyna Kulińska ("(...) Większość z sierot umierała przedwcześnie, nawet wtedy gdy znajdowała jakaś opiekę, na skutek szoku, choroby sierocej, gwałtownego spadku odporności organizmu (nawet drobna choroba potrafiła zabić tak osłabione dzieci). Wiele z nich umierało później po 2-3 latach mimo wysiłku opiekunów. Zabijała je najczęściej gruźlica. Zachowało się wiele relacji rodzin krakowskich, które przygarnęły sieroty kresowe, a potem patrzyły bezradnie jak dzieci te gasną. Kompletne sieroty umieszczano najczęściej w ochronkach i sierocińcach najpierw na terenach wschodnich, a potem także w w Polsce centralnej (np. w Pieskowej Skale pod Krakowem), częścią zajęły się polskie rodziny, niekiedy trafiały do rodzin ukraińskich. I tu i tu ich losy ich były różne. Czasem dostały opiekę i ochronę, czasem zaś wykorzystywano je i poniżano. Najbardziej smutne jest to, że po wojnie nie doczekały się należytej opieki państwa. Zmagając się ze swą tragiczną przeszłością, a często i kalectwem zdane były w zasadzie na siebie. Nikt nie pomyślał o pomocy, rentach i innych niezbędnych formach pomocy. Zapomniano zarówno o nich jak i o ich cierpieniu...")
  • Fałszywy pomnik, prawdziwe zbrodnie - Ada Rutkowska, Dariusz Stola ("(...) wspomniane zdjęcie - pierwowzór pomnika - przedstawia zupełnie inne wydarzenie. Wydarzenie to, nie mniej straszne niż rzekoma scena rzezi w 1943 r., miało miejsce w nocy z 11 na 12 grudnia 1923 r., czworo ofiar to dzieci cygańskie, a zabójcą była ich obłąkana matka, 32-letnia M.D. Zdarzenie to jest szczegółowo opisane w pracy wydanej drukiem w 1928 r.")
  • Rzezie na Wołyniu - Krzysztof Wasilewski ("O tej zbrodni pisze się w Polsce niewiele. Jeszcze mniej się o niej mówi. Jej sprawcami nie byli Niemcy czy Rosjanie, toteż tym łatwiej przyszło rodzimym elitom ją przemilczeć. A jednak śmierć co najmniej 120 tys. Polaków, zamordowanych na Wołyniu i w Galicji, wciąż woła o pamięć. "Bandyci - uzbrojeni w widły, siekiery, maczugi, noże oraz broń palną okrążyli naszą wioskę i zaczęli spędzać ludzi w jedno miejsce. A gdy ktoś próbował uciekać, wówczas strzelali za nim. Schwytane dzieci brali za nogi i głową uderzali o węgieł domu czy innego budynku" - tak rozpoczyna swoją relację wydarzeń z 15 lipca 1943 r. Leokadia Skowrońska, mieszkanka Aleksandrówka na Wołyniu...")
  • Diament rozerwany końmi (o Zygmuncie Janie Rumlu) - ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski ("(...) Na czym "romantyzm" banderowców polegał, najlepiej widać na przykładzie męczeństwa Zygmunta Jana Rumla, polskiego oficera, a zarazem świetnie zapowiadającego się poety. Wychował się on w mieście Juliusza Słowackiego, czyli w Krzemieńcu na Wołyniu. Co więcej, jego rodzina mieszkała w tym dworku, co nasz wieszcz. Po matce odziedziczył talent literacki. Poznał się na nim bardzo szybko Leopold Staff, który powiedział swego czasu do jego matki: "Niech pani strzeże tego chłopca, to będzie wielki poeta". W młodości, pomimo wyboru drogi służby wojskowej, Rumel napisał wiele utworów, w tym poemat "Rok 1863" i wiersz zatytułowany "Dwie matki", w którym wyrażał swoją miłość do dwóch ojczyzn, Polski i Ukrainy. Jak mało kto bowiem świetnie rozumiał realia Kresów Wschodnich, będąc nie tylko piewcą ich piękna, ale i zwolennikiem rozkwitu tych ziem, które zamieszkiwali przedstawiciele różnych narodowości, kultur i wyznań...")
  • Jedni Ukraińcy spalili dom, drudzy uratowali życie - Jan Białowąs ze wsi Ihrowica na Podolu ("Ocaleli z pacyfikacji UPA wspominają tragiczną Wigilię 1944 roku. - Był wtedy lekki mróz, sporo śniegu. Mama przygotowała wigilię. Właśnie mieliśmy się dzielić opłatkiem, gdy usłyszeliśmy strzały. Wiedzieliśmy, co to znaczy. Natychmiast rzuciliśmy się do okien i uciekliśmy z domu - opowiada Jan Białowąs, jeden z Polaków, którzy przeżyli wigilijną pacyfikację wsi Ihrowica (Podole, dzisiejsza Ukraina). Zginęło w niej 65 osób...")
  • Najtragiczniejsze chwile mojego życia - Henryk Kloc ze wsi Wola Ostrowiecka ("Był rok 1943 - czwarty rok czarnej nocy okupacji hitlerowskiej. Być Polakiem w tym okresie, to żyć w ustawicznym strachu i niepewności; dniem i nocą czyhała na nas Polaków śmierć. Miałem wtedy 13 lat, mieszkałem na wołyńskiej wsi Wola Ostrowiecka; wszyscy jej mieszkańcy byli Polakami. Była to wieś o zabudowie zwartej; domy i zabudowania stały jeden obok drugiego, 200 numerów. Większość zabudowań była kryta słomą...")
  • Miałem wtedy 13 lat... - Aleksander Pradun ze wsi Ostrówka ("W niedzielę 29 sierpnia 1943 r. na mszy ksiądz Dobrzański przypomniał, że ktoś go poinformował, że nasze polskie wioski mają być napadnięte przez "bulbowców". Niektórzy z Woli Ostrowieckiej przyszli na noc do swych krewnych czy znajomych do Ostrówek. Była tam także z dziećmi moja ciotka z Jesiończaków, zwanych Krukami, która zatrzymała się w drodze do Jagodzina. W poniedziałek 30 sierpnia 1943 r. o świcie zaczęła się strzelanina od strony leśnych ostępów. Ludzie w panice biegli w stronę Jagodzina, bliżej ku stacji kolejowej...")
  • Cudem ocalona - Leokadia Skowrońska ze wsi Aleksandrówka ("W 1943 r. (miałam wówczas 10 lat) nasza wieś Aleksandrówka na Wołyniu boleśnie doświadczyła kilku napadów rezunów ukraińskich wywodzących się z naszych i sąsiednich wiosek. Najtragiczniejszy z nich miał miejsce 15 lipca około godziny 9 wieczorem. Bandyci - uzbrojeni w widły, siekiery, maczugi, noże oraz broń palną okrążyli naszą wioskę i zaczęli spędzać ludzi w jedno miejsce. A gdy ktoś próbował uciekać, wówczas strzelali za nim. Schwytane dzieci brali za nogi i głową uderzali o węgieł domu czy innego budynku. Pamiętam dokładnie, jak moi rodzice podeszli do nas, do czwórki dzieci, mówiąc, że banda jest bardzo blisko i musimy uciekać z wioski. Zrozpaczeni, w pośpiechu pożegnali się z nami...")
  • Polska Niobe - Marianna Soroka ze wsi Wola Ostrowiecka ("Nazywam się Marianna Soroka. Urodziłam się 8 września 1908 roku we wsi Wola Ostrowiecka, powiat Luboml, woj. Wołyń, w rodzinie chłopskiej. W roku 1943 byłam matką pięciorga dzieci: Stanisława - lat 15; Edwarda - lat 12; Janka - lat 10; Leona - lat 6 i Józefa - 1,5 roku. Mój mąż Stanisław był rolnikiem 8-hektarowego gospodarstwa rolnego. Żyło się nam chociaż ubogo, ale spokojnie i szczęśliwie. Kiedy wracam myślą do tamtych czasów, do tamtych dni, to słyszę gwar moich kochanych dzieci, który wypełniał cały dom. Gdzież one są? Odeszły tak nagle. Mój Boże. Trudno mi wspomnieć tamte dni...")

Powrót do strony głównej serwisu "Wołyń naszych przodków" www.nawolyniu.pl